Szkoła rodzenia rozpoczęta, zostało nam jeszcze 6 spotkań, pierwsze było fajne, zapoznawcze i takie ogólnie o ciąży. Nie wiem czy to dużo czy nie, ale zapłaciliśmy 250 zł za całość.Nie wyobrażam sobie jednak tam nie chodzić.
W sobotę pojechaliśmy na godzinkę do teściów, bo jacy są tacy są, ale to jednak rodzice D i stwierdziłam, że przeżyję. Tym bardziej, że miał być też brat D z żoną i chrześniaczką D. Oczywiście było jak przypuszczałam. Życzenia Teściowa przyjęła ode mnie, a i owszem, ale jak je składałam, to głowę odwróciła w bok i za bardzo mnie nawet nie słuchała. Teść normalnie przyjął życzenia i bardzo się ucieszył, bo chyba po raz pierwszy odkąd ja wiem dostał coś tylko dla siebie. Oczywiście tak słodko nie było. Od razu stwierdził, że taki prezent trzeba będzie często wymieniać ( kupiliśmy wyrzynarkę, daliśmy 100 zł, więc najgorsza nie była ). I oczywiście od razu powiedział D, że będziemy musieli przyjechać jak on zadzwoni, bo coś tam jest do zrobienia. Ja wszystko rozumiem i jestem za tym, żeby pomagać rodzicom jeśli jest taka potrzeba. W tym jednak przypadku, ma im kto pomóc na miejscu. D brat mieszka kilka ulic dalej. Ale nie, D musi przyjechać specjalnie 40 km. Jest jeszcze jeden powód, dla którego mnie to tak zdenerwowało, a ogólnie to dwa. Pierwsze, to w soboty ( a tylko wtedy D będzie mógł pomóc ) mamy szkołę rodzenia. Każdy powie, że możemy jechać po i rzeczywiście mogłoby tak być. Tylko, że za ok 2 tygodnie mamy zacząć przeprowadzkę. Niestety sama tego nie zrobię, a D ma wolne tylko weekendy. Codziennie niestety wychodzi z domu przed 6:00, a wraca o 21:00, więc przeprowadzka w tygodniu odpada. Oczywiście pomoże nam moja siostra i rodzice, ale oni też pracują. Ogólnie, to miała być niespodzianka i nie mówiliśmy, że przyjeżdżamy. Teść zadzwonił rano i pytał się czy przyjedziemy, bo nie wie czy wstawiać więcej ziemniaków. D powiedział, że nie wie, czy dziś się wyrobimy, bo mamy zajęcia w szkole rodzenia od 12:00 ( byliśmy tam do 14:45 ), potem jeszcze spotkanie o 15:00, a na 17:00 mamy zaproszenie do babci. Oczywiście jak przyjechaliśmy Teściowa wypomniała, że czekali wcześniej z obiadem, a my nie raczyliśmy na niego przyjechać.Nie dosyć, że człowiek chce zrobić niespodziankę, nie gwarantuje, że przyjedzie, to jeszcze jak zwykle robi wszystko nie tak. I po co się starać :(:(:(
U moich rodziców też byliśmy. Niestety mieli jakieś spięcie, mama źle się czuła, więc było jak było.