wtorek, 27 sierpnia 2013
52
Dziś idziemy do lekarza. Mam jakieś bóle od wczoraj, ale nie wiem, czy to już czy nie. Nie chcę iść od razu do szpitala, bo mnie tam już zostawią, nawet jeśli nic się nie będzie działo. Wolę więc zapłacić i iść się upewnić, czy muszę już się znaleźć w tym szpitalu czy nie. Tak bardzo chciałabym być już po wszystkim :)
środa, 21 sierpnia 2013
51
Wszystko uszykowane na przybycie naszego tak wyczekiwanego dzidziusia...ciekawe kiedy to nastąpi :) tak bardzo się już boję i porodu i tego czy naszemu maleństwu krzywda się w brzuszku nie dzieje. Jego ruchy są coraz bardziej dziwne i bardzo różnią się od dotychczasowych. Wizytę u lekarza mam na dzień porodu czyli 23 sierpień, zobaczymy czy szykuje się już na ten świat czy nie :) W sumie pierwszy termin mi już minął, był na wczoraj. Trzeci mam na 25 sierpnia. Z jednej strony nie mogę się już doczekać, z drugiej tak panicznie się boję porodu i tego czy wszystko pójdzie ok, że już sama nie wiem czego chcę.
piątek, 9 sierpnia 2013
poniedziałek, 22 lipca 2013
49
Dawno nas tu nie było, ale tyle się działo i jakoś weny było brak.
Po pierwsze Kubuś.
Bo nadal chłopczyk, dwóch lekarzy potwierdziło. Na ostatniej wizycie 4 lipca ważył 2 kg. Teraz fika całe dnie, oczywiście mamusi po żebrach :) Bo ułożony jest prawidłowo do porodu, z czego bardzo się cieszę, bo chcę urodzić naturalnie. Szkoła rodzenia zakończona. Teraz wiemy już dużo więcej i o porodzie i opiece nad maluszkiem. Jak tylko Kubuś bardzo mocno fika z pomocą przychodzi tatuś i jak tylko przytula się do brzuszka i mówi do Kubusia, ten natychmiast się uspakaja :) Mamy już prawie wszystko uszykowane dla dzidzi. Torby do szpitala też spakowane, bo to tylko miesiąc został. Teraz mam wizytę 1 sierpnia i zobaczymy, czy termin pozostanie ten sam, czy będzie może chciał przyjść na świat trochę wcześniej lub pozostać w bezpiecznym miejscu troszkę dłużej :)
Po drugie przeprowadzka.
Od 1 lipca mieszkamy już na swoim, ale jak się śmiejemy przez 25 lat jeszcze " bankowym" mieszkanku :) Problemów ze wszystkim było co niemiara i nadal się ciągną, ale dajemy radę. Tylko niepotrzebnych nerw jest za dużo. D. nie dostał wolnego. Na szczęście mój tato dostał cały tydzień wolnego i robił remont mieszkania. D. jak tylko wracał z pracy po 20.00 jadł i zaraz biegł robić do późnej nocy, a potem na 6.00 do pracy. Mama z Siostrą pomogły i udało się. Razem z D. dopiero niedawno skończyliśmy się rozpakowywać. Dziś wyłożyłam rzeczy z ostatniego pudła :) Jest jeszcze kilka spraw do załatwienia, ale mam nadzieję, że uda nam się wszystko załatwić do przyjścia na świat Kubusia.
Resztę opiszę w następnych postach, bo bym Was zanudziła :)
Po pierwsze Kubuś.
Bo nadal chłopczyk, dwóch lekarzy potwierdziło. Na ostatniej wizycie 4 lipca ważył 2 kg. Teraz fika całe dnie, oczywiście mamusi po żebrach :) Bo ułożony jest prawidłowo do porodu, z czego bardzo się cieszę, bo chcę urodzić naturalnie. Szkoła rodzenia zakończona. Teraz wiemy już dużo więcej i o porodzie i opiece nad maluszkiem. Jak tylko Kubuś bardzo mocno fika z pomocą przychodzi tatuś i jak tylko przytula się do brzuszka i mówi do Kubusia, ten natychmiast się uspakaja :) Mamy już prawie wszystko uszykowane dla dzidzi. Torby do szpitala też spakowane, bo to tylko miesiąc został. Teraz mam wizytę 1 sierpnia i zobaczymy, czy termin pozostanie ten sam, czy będzie może chciał przyjść na świat trochę wcześniej lub pozostać w bezpiecznym miejscu troszkę dłużej :)
Po drugie przeprowadzka.
Od 1 lipca mieszkamy już na swoim, ale jak się śmiejemy przez 25 lat jeszcze " bankowym" mieszkanku :) Problemów ze wszystkim było co niemiara i nadal się ciągną, ale dajemy radę. Tylko niepotrzebnych nerw jest za dużo. D. nie dostał wolnego. Na szczęście mój tato dostał cały tydzień wolnego i robił remont mieszkania. D. jak tylko wracał z pracy po 20.00 jadł i zaraz biegł robić do późnej nocy, a potem na 6.00 do pracy. Mama z Siostrą pomogły i udało się. Razem z D. dopiero niedawno skończyliśmy się rozpakowywać. Dziś wyłożyłam rzeczy z ostatniego pudła :) Jest jeszcze kilka spraw do załatwienia, ale mam nadzieję, że uda nam się wszystko załatwić do przyjścia na świat Kubusia.
Resztę opiszę w następnych postach, bo bym Was zanudziła :)
czwartek, 6 czerwca 2013
48
dziś kolejna wizyta u lekarza. Zobaczymy co tam u dzidziusia słychać i czy nadal jest to Kubuś, czy może Zuzia :) 12 czerwca mamy też umówione badanie echo serca dzidzi. Tak dla sprawdzenia i pewności. Wielkimi krokami zbliża się także przeprowadzka. Już dziś ciężko mi czasami robić podstawowe codzienne rzeczy, a co tu mówić o przeprowadzaniu się. Damy radę, byle tylko być już w nowym mieszkanku :) Już nie mogę się doczekać. Trzymajcie kciuki, żeby udało się to już w przyszłym tygodniu.
środa, 29 maja 2013
47
Szkoła rodzenia rozpoczęta, zostało nam jeszcze 6 spotkań, pierwsze było fajne, zapoznawcze i takie ogólnie o ciąży. Nie wiem czy to dużo czy nie, ale zapłaciliśmy 250 zł za całość.Nie wyobrażam sobie jednak tam nie chodzić.
W sobotę pojechaliśmy na godzinkę do teściów, bo jacy są tacy są, ale to jednak rodzice D i stwierdziłam, że przeżyję. Tym bardziej, że miał być też brat D z żoną i chrześniaczką D. Oczywiście było jak przypuszczałam. Życzenia Teściowa przyjęła ode mnie, a i owszem, ale jak je składałam, to głowę odwróciła w bok i za bardzo mnie nawet nie słuchała. Teść normalnie przyjął życzenia i bardzo się ucieszył, bo chyba po raz pierwszy odkąd ja wiem dostał coś tylko dla siebie. Oczywiście tak słodko nie było. Od razu stwierdził, że taki prezent trzeba będzie często wymieniać ( kupiliśmy wyrzynarkę, daliśmy 100 zł, więc najgorsza nie była ). I oczywiście od razu powiedział D, że będziemy musieli przyjechać jak on zadzwoni, bo coś tam jest do zrobienia. Ja wszystko rozumiem i jestem za tym, żeby pomagać rodzicom jeśli jest taka potrzeba. W tym jednak przypadku, ma im kto pomóc na miejscu. D brat mieszka kilka ulic dalej. Ale nie, D musi przyjechać specjalnie 40 km. Jest jeszcze jeden powód, dla którego mnie to tak zdenerwowało, a ogólnie to dwa. Pierwsze, to w soboty ( a tylko wtedy D będzie mógł pomóc ) mamy szkołę rodzenia. Każdy powie, że możemy jechać po i rzeczywiście mogłoby tak być. Tylko, że za ok 2 tygodnie mamy zacząć przeprowadzkę. Niestety sama tego nie zrobię, a D ma wolne tylko weekendy. Codziennie niestety wychodzi z domu przed 6:00, a wraca o 21:00, więc przeprowadzka w tygodniu odpada. Oczywiście pomoże nam moja siostra i rodzice, ale oni też pracują. Ogólnie, to miała być niespodzianka i nie mówiliśmy, że przyjeżdżamy. Teść zadzwonił rano i pytał się czy przyjedziemy, bo nie wie czy wstawiać więcej ziemniaków. D powiedział, że nie wie, czy dziś się wyrobimy, bo mamy zajęcia w szkole rodzenia od 12:00 ( byliśmy tam do 14:45 ), potem jeszcze spotkanie o 15:00, a na 17:00 mamy zaproszenie do babci. Oczywiście jak przyjechaliśmy Teściowa wypomniała, że czekali wcześniej z obiadem, a my nie raczyliśmy na niego przyjechać.Nie dosyć, że człowiek chce zrobić niespodziankę, nie gwarantuje, że przyjedzie, to jeszcze jak zwykle robi wszystko nie tak. I po co się starać :(:(:(
U moich rodziców też byliśmy. Niestety mieli jakieś spięcie, mama źle się czuła, więc było jak było.
W sobotę pojechaliśmy na godzinkę do teściów, bo jacy są tacy są, ale to jednak rodzice D i stwierdziłam, że przeżyję. Tym bardziej, że miał być też brat D z żoną i chrześniaczką D. Oczywiście było jak przypuszczałam. Życzenia Teściowa przyjęła ode mnie, a i owszem, ale jak je składałam, to głowę odwróciła w bok i za bardzo mnie nawet nie słuchała. Teść normalnie przyjął życzenia i bardzo się ucieszył, bo chyba po raz pierwszy odkąd ja wiem dostał coś tylko dla siebie. Oczywiście tak słodko nie było. Od razu stwierdził, że taki prezent trzeba będzie często wymieniać ( kupiliśmy wyrzynarkę, daliśmy 100 zł, więc najgorsza nie była ). I oczywiście od razu powiedział D, że będziemy musieli przyjechać jak on zadzwoni, bo coś tam jest do zrobienia. Ja wszystko rozumiem i jestem za tym, żeby pomagać rodzicom jeśli jest taka potrzeba. W tym jednak przypadku, ma im kto pomóc na miejscu. D brat mieszka kilka ulic dalej. Ale nie, D musi przyjechać specjalnie 40 km. Jest jeszcze jeden powód, dla którego mnie to tak zdenerwowało, a ogólnie to dwa. Pierwsze, to w soboty ( a tylko wtedy D będzie mógł pomóc ) mamy szkołę rodzenia. Każdy powie, że możemy jechać po i rzeczywiście mogłoby tak być. Tylko, że za ok 2 tygodnie mamy zacząć przeprowadzkę. Niestety sama tego nie zrobię, a D ma wolne tylko weekendy. Codziennie niestety wychodzi z domu przed 6:00, a wraca o 21:00, więc przeprowadzka w tygodniu odpada. Oczywiście pomoże nam moja siostra i rodzice, ale oni też pracują. Ogólnie, to miała być niespodzianka i nie mówiliśmy, że przyjeżdżamy. Teść zadzwonił rano i pytał się czy przyjedziemy, bo nie wie czy wstawiać więcej ziemniaków. D powiedział, że nie wie, czy dziś się wyrobimy, bo mamy zajęcia w szkole rodzenia od 12:00 ( byliśmy tam do 14:45 ), potem jeszcze spotkanie o 15:00, a na 17:00 mamy zaproszenie do babci. Oczywiście jak przyjechaliśmy Teściowa wypomniała, że czekali wcześniej z obiadem, a my nie raczyliśmy na niego przyjechać.Nie dosyć, że człowiek chce zrobić niespodziankę, nie gwarantuje, że przyjedzie, to jeszcze jak zwykle robi wszystko nie tak. I po co się starać :(:(:(
U moich rodziców też byliśmy. Niestety mieli jakieś spięcie, mama źle się czuła, więc było jak było.
wtorek, 21 maja 2013
46
... coraz bliżej przeprowadzki, może już w połowie czerwca uda nam się dostać klucze do mieszkania i zaczniemy powoli się przeprowadzać :) Udało nam się też kupić większe auto i z klimatyzacją :) D. zmienił pracę i teraz codziennie jest w domku. Co prawda ta praca jest dużo cięższa od poprzedniej, ale zrobił to dla nas i bardzo bardzo mocno to doceniam. Od soboty zaczynamy szkołę rodzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)