poniedziałek, 8 stycznia 2018

78 no i stało się...

teraz jesteśmy cacy. Jeśli chodzi o poprzedniego posta.Teraz jesteśmy już dobrzy, po dwóch latach odwróciło się. Wreszcie moje dzieci są traktowane prawi na równi z całą resztą, a czami nawet i tak samo.Ale jedno się nie zmieniło, nikt nas nie odwiedza, jak byśmy nie jeździli, to dzieci nie znałyby dziadków ani wujków i cioć. Wiemy, ze przyjeżdżają  do naszego miasta, albo przez nie przejeżdżają, więc tak trochę słabo. Mi nie zależy, ale wiem, ze mojemu mężowi jest po prostu przykro :(

piątek, 13 listopada 2015

77

Powiedzcie mi w czym moje dzieci są gorsze od całej reszty dzieci z tamtej rodziny. Tam można robić dzieciom prezenty na urodziny, a mój synek na 2 latka nawet życzeń nie dostał, nie mówiąc o małym lizaku nawet. Ja nie chcę, żeby robił im ktoś nie wiadomo jakie prezenty,ale chociaż pamięć i złożenie życzeń Tym bardziej, że byliśmy tam tydzień po urodzinach starszego. Nie mówię już o przyjeżdżaniu do nas, bo o tym to pomarzyć można. Mimo, że nie pałam do nich miłością, to myślę, że miło by było, jakby zajrzeli chociaż ze dwa razy w roku. No ale ich wybór. Twierdzą, że nie mają kasy, a my to śpimy na pieniądzach i są wieczne pretensje, czemu tak rzadko przyjeżdżamy. Do nas taka sama droga, jak i w drugą stronę. Tak się ostatnio wkurzyłam, jak pewna osoba zadzwoniła i mi powiedziała, że chrzestny starszego był ostatnio  u swojej innej chrześniaczki i nakupował jej prezentów, a moje dziecko nawet lizaka od niego nie dostało. Aż się zagotowałam. Jak można faworyzować tak dzieci Na szczęście starszy jest jeszcze mały i i tak nic z tego nie rozumie i nie wie, co to urodziny. My zawsze jego dzieciakom wozimy prezenty na urodziny, co prawda nie są to nie wiadomo jakie rzeczy, ale zawsze są. Tak myślałam, żeby z tym skończyć, ale czemu dzieci mają być winne, więc w tym roku też dostały prezenty. Ciekawa jestem jak to będzie w Święta, bo ja już kupiłam im upominki.
A żeby nie było, że moja rodzina cacy, a tamta be. To u mnie też niektórzy przesadzają.Ostatnio kuzynka zaprosiła nas na roczek synka. I w sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że do tej pory nie zapraszaliśmy się w rodzinie na takie imprezy i to robione jeszcze w lokalu. Taka jestem zła, że nie macie pojęcia, bo nas czeka roczek młodszego w styczniu i my nie mamy pieniędzy, żeby zapraszać gości do lokalu Tym bardziej, że na roczek starszego też nie byli proszeni. No ale cóż, mimo, ze na pewno będzie fajnie, bo sami fajni ludzie, to niestety czeka nas kolejny wydatek. Już nie wiem, skąd na to wszystko brać pieniądze. Już i tak jesteśmy po uszy zadłużeni A tydzień przed roczkiem czeka nas jeszcze 18-stka. Czy kiedyś wyjdziemy z kasą na prostą? Dobrze, że to zadłużenie u rodziców, bo zawsze lżej ale i tak zaczyna mnie to chyba powoli przerastać, ale jakoś musimy dać radę.

piątek, 6 listopada 2015

76

Dziś troszkę się pożalę. Niestety nie mam nikogo, komu mogłabym się wygadać, a zaczyna mnie to wszystko już przerastać. Kiedyś było kilka osób z którymi mogłam porozmawiać i one są, ale tylko wtedy, kiedy same mają problemy i wtedy jak najbardziej wiedzą, gdzie się udać. Inaczej nikt już nie pamięta. Wszyscy mają zawsze większe problemy przecież niż ja, wszyscy w życiu mają ciężej niż ja. Za każdym razem jak chcę się komuś wygadać, to słyszę, ze przecież on ma gorzej, więc czemu ja narzekam. Nie chcę mówić, że mam strasznie niedobrze, bo tak nie jest. Czasami tylko brakuje mi sił. Z dwójką tak małych dzieci nie jest łatwo. No ale przecież zawsze słyszę, że co ja narzekam, każdy ma dwójkę dzieci i co. No tak, bo każdy, kto nie miał dwójki dzieci z tak małą różnicą wieku, to nie wie, co to jest. Jeszcze, żeby D. mógł znaleźć pracę na miejscu i być codziennie w domu, o też bym miała troszkę łatwiej. A tak, tylko weekendy. Finansowo też ledwo dajemy radę, no ale przecież inni mają gorzej. I tak za każdym razem, gdy chcę z kimś pogadać. Widocznie jestem złą osobą, bo za mało zajmuję się wszystkimi dookoła, tak jak to było, kiedy jeszcze nie miałam dzieci. Wtedy było wszystko ok. A teraz jak nie mogę odebrać telefonu, czy nie pamiętam o czymś, to już zła i niedobra jestem. Tylko nikt nie pomyśli, ze mam małe dzieci, które potrzebują bardzo dużo uwagi i nie zawsze mam czas, siłę, czy głowę do czegoś innego poza swoimi podstawowymi obowiązkami. Nie mówiąc o zjedzeniu normalnego obiadu, czy codziennym wieczornym prysznicu. Młodszy synek, jak wychodzę nawet śmieci wynieść czy na chwilę do sklepu obok, a zostają z ciocią, czy nawet tatą, to tak krzyczy, że muszę zaraz szybko wracać. Od ponad dwóch lat dzień w dzień, 24h/dobę jestem z dziećmi. Kocham je najbardziej na świecie i sama długo bym bez nich nie wytrzymała, ale potrzebuję chociaż chwili dla siebie, chociaż godzinki, ale niestety nie jest mi to chyba pisane w najbliższym czasie.
No ale podsumowując, wszyscy mają przecież gorzej niż ja, więc o co mi chodzi ::(

środa, 6 maja 2015

75

Od prawie 4 miesięcy jest już nas czworo. Wiele się zmieniło w naszym życiu. Przede wszystkim nie mamy wolnego czasu. Chłopaki pochłaniają każdą chwilę. Są bardzo kochani, uśmiechnięci i mam nadzieję szczęśliwi. W naszym związku jest teraz więcej spięć i nerwów, ale jak tylko spojrzymy na naszych synków, to wszystko od razu przechodzi. A i dzieci są szczęśliwsze jak rodzice się nie kłócą. Czasami brakuje mi sił, ale dajemy radę. Czasami brakuje mi kontaktu z innymi ludźmi, ale też jakoś dajemy radę. Mamy dużo pomocy ze strony moich rodziców i mojej siostry, dlatego dajemy radę. Dzieci są najedzone, zadbane, uśmiechnięte i to się dla mnie liczy najbardziej. A jakby nie chorowały, to by był raj i mam nadzieję, że tak będzie.
Jeśli chodzi o relacje z teściami, to postanowiłam się nie denerwować i przyjęłam stosunek olewawczy. Trochę to pomaga, ale... nie wtedy jeśli chodzi o moje dzieci. Jak to zawsze było odwiedzają nas tylko wtedy, jak zaprosimy na jakąś imprezę np. chrzciny. Jak urodził się Młodszy w styczniu, to byli go zobaczyć raz przez 2 miesiące i gdyby nie wylądował w szpitalu, to drugi raz widzieliby go dopiero w święta jak do nich pojechaliśmy. Nie wspominając o Starszym, którego widzą jedynie jak my do nich jedziemy. I wtedy jest " o mój najukochańszy wnuczek ", co mnie doprowadza do szewskiej pasji. Bo ja się pytam jaki najukochańszy ? Jeśli by tak było, to by go częściej chcieli widywać, niż tylko w święta. Ja rozumiem, że nie każdy ma kasę, żeby jeździć. Tylko nie rozumiem, dlaczego my mamy mieć na to pieniądze, a oni nie. Tym bardziej, ze nie raz już się wydało, że byli w naszym mieście i nawet nie zajrzeli. Chore to wszystko i wkurzające, ale co zrobić, tak było, jest i będzie. Mąż się wkurza na moich rodziców, że za często chcą się z nami widywać, ale przynajmniej pomagają i bardzo kochają nasze dzieci i nie ważne, czy my jeździmy, czy oni muszą do nas przyjeżdżać. Czasami wydaje mi się, że teście robią to wszystko na pokaz, a pokazać się mogą przecież tylko wtedy jak my u nich jesteśmy. No bo kto znajomy zobaczy, że oni u nas byli. Ale co tam. Ja mam wszystko czego mi do szczęścia potrzeba.
Teraz czekamy tylko na lato, żeby bez ubierania wychodzić na dwór i spokojnie otworzyć drzwi na balkon :)

piątek, 26 września 2014

74

U nas wiele zmian związanych oczywiście z synkiem. Już miesiąc temu skończył roczek i rozwija się w zaskakującym tempie :) Jest kochany, śmieszek, ale za to wymagający i niecierpliwy. Do pojawienia się drugiego synka jest już bliżej niż dalej. Wszystko z nami ok. Teraz mamy remonty w mieszkaniu, a dokładnie łazience. Administracja wymienia rury i kanalizację. Jednym słowem brud, kurz i brak wody. Jakoś sobie poradziliśmy z synkiem. Jestem z niego bardzo dumna. Nawet młot pneumatyczny nie psuł mojemu synkowi nastroju i nawet przy nim zasypiał :) A jak tylko Panowie coś robili, to synek prowadził pełną kontrolę, najfajniej było jak coś hałasowało. Naprawdę mam najkochańszego synka, który jak już teraz wiem, wytrzyma wszystko i jest w stanie przyzwyczaić się do wielu rzeczy i warunków.
Mówią, że druga ciąża jest inna niż pierwsza i rzeczywiście mają rację. Może dzieje się tak dlatego, że na świecie jest już jeden szkrab, którym trzeba się zajmować. Ogólnie czuję się dobrze, tylko jak się nadźwigam synka, to mnie brzuch pobolewa. Są też dni strachu, bo albo maluch się nie rusza, albo rusza się za mocno, ale wszystko mija. Staram się nie panikować i jak do tej pory na dobre nam to wychodzi. Mam też różne apetyty ( czego w pierwszej ciąży nie miałam ) i potrafię zjeść na śniadanie jedną kanapkę z czekoladą i przegryźć kanapką z wędliną albo serkiem.
Smutno mi też z powodu zachowania teściów, nie w stosunku do mnie, ale do moich chłopaków. Mąż bardzo przeżywa niektóre sytuacje, a synek nie rozpoznaje dziadków. Przed wizytami u nich ( bardzo rzadkimi ) albo u nas ( w tym roku teściowa była może 2 razy, teść trochę więcej, ale nie dlatego, że chciał, ale musiał, a jest codziennie w naszym mieście ) muszę synkowi pokazywać na zdjęciach dziadków i tłumaczyć kto jest kto. Bo nie raz już usłyszałam, co ja mu wmawiam i robię, że własnych dziadków nie poznaje, albo buzi im nie chce dać. Jakoś do moich rodziców od razu wyciąga ręce i już może mnie i męża nie być. No ale jak się tak często wnukiem interesuje, to się tak ma, ale jak za wszystko, za to też jestem winna ja. Mam już dość wysłuchiwania jak to oni mają źle i niedobrze. My za to według nich chyba śpimy na kasie i nie mamy żadnych problemów i kłopotów. Ja po prostu nie lubię opowiadać wszystkim dookoła o naszych problemach. Mamy siebie i rozwiązujemy je razem. Jak potrzebujemy rady, to wtedy zwracamy się do moich rodziców, bo wiemy, że zawsze możemy liczyć na pomoc i nikt nam niczego nie wypomni przy najbliższej okazji. Nie twierdzę, że są idealni, ale się bardzo starają. Zaprosiliśmy rodzinę męża na roczek synusia, a oni chyba za karę tu przyjechali. Teściowa stwierdziła, że " skoro chcieliście, to już przyjechałam ". Teść stwierdził na koniec z wyrzutem, że zgagi dostał. A bratowa w ciąży wysłała swojego męża do sklepu, bo były wszystkie napoje oprócz tego co ona chciała. A i tak przespała pół imprezy. Wiecie jak ja się czułam po tym roczku. Powiedziałam, że nigdy więcej nie będę zapraszała, a właściwie chyba zmuszała do przyjazdu, jeśli im tak tutaj źle i niedobrze. Ja też nie zamierzam jeździć, bo ostatnio też był problem, że przyjechaliśmy i obiad trzeba było zrobić. I oczywiście jeśli proszę, żeby nie dawać mojemu synkowi czegoś do jedzenia, to nie dla mojego widzimisię, ale dla jego dobra. Ale oczywiście nikt tam nie zwraca na to uwagi i tak daje te rzeczy. Już nie mam siły czasami, a jak mamy tam jechać, to stresuje się i denerwuję już tydzień wcześniej. Mąż niby też nie chce jeździć, ale jak tylko już tam jesteśmy, to mamusi się nie sprzeciwi i czasami wydaje mi się, że gdyby miał wybierać między nami a swoją mamą, to wybrałby mamę. Weźmy nawet przykład ostatni z dawaniem synkowi jeść. Prosiłam, żeby nie dawać mu kapuśniaku, bo jeszcze nie je takich rzeczy. Teściowa i tak dała, a mój mąż nawet słówkiem się nie odezwał. Dobrze, ze synek nie cierpiał po tym, bo dużo go nie chciał zjeść. Dlatego może nie lubię tam jeździć, bo mój mąż zmienia się o 180 stopni i nie zwraca uwagi na dobro naszego synka. Czasami nie interesuje się nami kilka godzin. Moglibyśmy sobie wyjechać, a on i tak by nie zauważył. Aż się boję jak to będzie, jak się dzidziuś urodzi.  Ogólnie nie mogę mojemu mężowi nic zarzucić, bo jak tylko nie jesteśmy tam, to jest najcudowniejszym człowiekiem na świecie. Nawet się dziwię, że udało mi się jeszcze takiego fajnego znaleźć i nie zamieniłabym go na żadnego innego. Ma oczywiście swoje wady, ale to jak każdy. No i to, że wytrzymuje ze mną, to szacunek wielki :) bo łatwo ze mną biedny nie ma. Kocham tych moich chłopaków najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez nich :*

piątek, 1 sierpnia 2014

73

I jednak będzie chłopczyk :) Wszystko jest ok i ze mną i z dzidziusiem. Kolejna wizyta 25 sierpnia :) Jestem bardzo szczęśliwa, że wszystko jak do tej pory idzie dobrze :)

wtorek, 29 lipca 2014

72

w piątek następna wizyta. Już nie mogę się doczekać jak zobaczę tego mojego maleńkiego szkraba :) Za to nasz duży szkrab już sobie wszędzie chodzi sam na nóżkach. Za miesiąc skończy już roczek :) Jak ten czas szybko leci. Mógłby trochę zwolnić i niektóre chwile mogłyby trwać o wiele dłużej :) Na szczęście mój mąż będzie miał urlop w ostatnim tygodniu sierpnia, już nie możemy się doczekać :) A mi 25 sierpnia kończy się urlop macierzyński, a zacznie zwolnienie. Pewnie już mnie nie przyjmą do pracy po tak długiej nieobecności, chociaż wciąż mam nadzieję. Przyzwyczaiłam się i polubiłam tą pracę.