środa, 6 maja 2015

75

Od prawie 4 miesięcy jest już nas czworo. Wiele się zmieniło w naszym życiu. Przede wszystkim nie mamy wolnego czasu. Chłopaki pochłaniają każdą chwilę. Są bardzo kochani, uśmiechnięci i mam nadzieję szczęśliwi. W naszym związku jest teraz więcej spięć i nerwów, ale jak tylko spojrzymy na naszych synków, to wszystko od razu przechodzi. A i dzieci są szczęśliwsze jak rodzice się nie kłócą. Czasami brakuje mi sił, ale dajemy radę. Czasami brakuje mi kontaktu z innymi ludźmi, ale też jakoś dajemy radę. Mamy dużo pomocy ze strony moich rodziców i mojej siostry, dlatego dajemy radę. Dzieci są najedzone, zadbane, uśmiechnięte i to się dla mnie liczy najbardziej. A jakby nie chorowały, to by był raj i mam nadzieję, że tak będzie.
Jeśli chodzi o relacje z teściami, to postanowiłam się nie denerwować i przyjęłam stosunek olewawczy. Trochę to pomaga, ale... nie wtedy jeśli chodzi o moje dzieci. Jak to zawsze było odwiedzają nas tylko wtedy, jak zaprosimy na jakąś imprezę np. chrzciny. Jak urodził się Młodszy w styczniu, to byli go zobaczyć raz przez 2 miesiące i gdyby nie wylądował w szpitalu, to drugi raz widzieliby go dopiero w święta jak do nich pojechaliśmy. Nie wspominając o Starszym, którego widzą jedynie jak my do nich jedziemy. I wtedy jest " o mój najukochańszy wnuczek ", co mnie doprowadza do szewskiej pasji. Bo ja się pytam jaki najukochańszy ? Jeśli by tak było, to by go częściej chcieli widywać, niż tylko w święta. Ja rozumiem, że nie każdy ma kasę, żeby jeździć. Tylko nie rozumiem, dlaczego my mamy mieć na to pieniądze, a oni nie. Tym bardziej, ze nie raz już się wydało, że byli w naszym mieście i nawet nie zajrzeli. Chore to wszystko i wkurzające, ale co zrobić, tak było, jest i będzie. Mąż się wkurza na moich rodziców, że za często chcą się z nami widywać, ale przynajmniej pomagają i bardzo kochają nasze dzieci i nie ważne, czy my jeździmy, czy oni muszą do nas przyjeżdżać. Czasami wydaje mi się, że teście robią to wszystko na pokaz, a pokazać się mogą przecież tylko wtedy jak my u nich jesteśmy. No bo kto znajomy zobaczy, że oni u nas byli. Ale co tam. Ja mam wszystko czego mi do szczęścia potrzeba.
Teraz czekamy tylko na lato, żeby bez ubierania wychodzić na dwór i spokojnie otworzyć drzwi na balkon :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz