środa, 11 kwietnia 2012
11
...jest coraz gorzej ... na szczęście nie między nami. Chodzi o wesele, o mnie i rodzinę D. Na początku trochę się starali, ale teraz nawet nie próbują ukrywać, że mnie nie akceptują. Do tej pory jakoś dawałam sobie z tym radę, ale il można. Nawet zaproszenia jakie dostajemy ( teraz na I komunię św. do syna Cioci D. ) wypisywane są: " D. z osobom towarzyszącą". Walka o nasze ślubne zaproszenia była wielka, nie daliśmy się, i co się okazało ... że takie rodzicom D. się jednak podobają. Wszystko to było robione na złość. Kolejny przykład, garnitur dla D. do ślubu. Po co ja im do tego. Wybiera go mama D. z jego szwagierką. Mama D. powiedziała, że jak będą jechali mu kupić garnitur, to ja ewentualnie jak już będę bardzo chciała, to mogę jechać. Jest coraz gorzej. Mój bukiet ślubny, który wybraliśmy razem z D. też się nie podoba. Gorzej, mama D. powiedziała, że to ona zamówi bukiet. Mam wielkie obawy, że jak już D. przyjedzie w dzień ślubu, to się mocno zdziwię, bo jestem prawie pewna, że będzie inny niż wybrałam. Dlatego powiedziałam D. że jak będzie inny, to ma w ogóle do mnie nie przyjeżdżać. Trochę się zdziwił. Wiem, że pewnie, źle zrobiłam, ale w nerwach tak mi do głowy przyszło. I tak zamówię sobie bukiet u siebie i jak ten, który przywiezie D. będzie inny, to po prostu wezmę swój. Nie chcę, żeby bukietem zepsuła nam nasz jeden z najważniejszych dni w naszym życiu. To co opisałam, to tylko niewielka część. Ja jednak postaram się być przygotowana na wszystko, co będę mogła. Tylko nie wiem na jak długo starczy nam obojgu sił.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Agula musimy sie zobaczyć...
OdpowiedzUsuńNie dajcie się i ktoś mi coś powiedział ... I podsunął mi pomysł...
Czytam Twoje wpisy i wypisz wymaluj sytuacja z 2008 roku, kiedy to ja miałam wesele.. wszystko było porównywane do wesela brata Męża i wiecznie słyszałam "nie" oraz "bo on miał tak i tak".. w końcu mocno wkurzona, ściągnęłam pierścionek zaręczynowy, położyłam na ławie przed teraz moim Mężem i mu powiedziałam, że ja tak nie potrafię i mam dość walki z wiatrakami.. zapowiedziałam mu, że nie będę walczyła z jego rodziną o NASZ dzień i jeśli on z nimi nie porozmawia, to ślubu nie będzie.. nie wiem, co im powiedział, przypuszczam, że wiele go to kosztowało, ale sytuacja się poprawiła.. teściowa parę dni przed ślubem, poszła na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, a teść pojechał z nami i moimi rodzicami ustalić menu.. ku mojemu przerażeniu, wszystko skrytykował.. my wybraliśmy tort, a on nas objechał przy kierowniku sali, bo jesteśmy dziecinni, bo brat Męża miał lepszy tort itd.. w końcu moi rodzice ustawili go do pionu.. dla świętego spokoju, zostawiliśmy kolejność dań, ustaloną przez teścia, ale w dniu ślubu, poszłam na kuchnię i wymieniłam dwa ostatnie dania, zamieniłam kolejność ich podania.. gdy teściu poszedł z pretensjami, odpowiedzieli, że to decyzja młodej pani, a on obraził się na mnie.. goście wyszli zachwyceni, a parę dni po ślubie, rodzice Męża, zaczęli krytykować wszystko - począwszy na sali, jedzeniu, mojej sukni (!), a skończywszy na orkiestrze.. nie wytrzymałam i ostro im dałam do zrozumienia, że mogą mi naskoczyć a teściowej za każdym razem powtarzam "trzeba było z nami ustalać szczegóły a nie łazić po pielgrzymkach" a teściowi "nigdy nie robiłeś wesela, więc się nie udzielaj".. potem życie nie raz i nie dwa pokazało, że nie ma się co starać.. cokolwiek byś nie robiła, zawsze będziesz zła.. sytuacje jakie miałam, udowodniły mi, że rodziców ma się tylko jednych i tylko na nich można liczyć.. życzę powodzenia w walce o WASZ dzień, nie dajcie się.. trzymam kciuki i życzę wszystkiego dobrego! będę tutaj do Ciebie zaglądała.. może czasem się udzielę..
OdpowiedzUsuńJeszcze jedno.. Ja wybrałam sobie bukiet z róż i maleńkich stokrotek, ale teściowa powiedziała, że róż absolutnie nie wolno do bukietu ślubnego i poszła go zmienić.. Dowiedziałam się od kwiaciarki, gdy zadzwoniła z pytaniem "jaki ma w końcu bukiet robić?".. mnie ręce opadły i powiedziałam, że zamówiony przez nas.. gdy w dniu ślubu Mąż pojechał go odebrać, był inny niż zamówiliśmy, tzn inny kształt, ale z róż.. odebrał go i przywiózł do domu.. z opowiadań wiem, że teściowa mało na zawał nie padła, bo jak można mieć bukiet z róż.. ostatnio mnie uświadomiła, że róże nie, frezje nie, lilie nie, kalie nie, goździki nie i gerbery nie.. każdy z tych kwiatów przynosi pecha.. spytałam, czy panna młoda ma iść z kaktusem do ślubu i był koniec tematu.. pomysł z zamówieniem bukietu u siebie, uważam za doskonały..
OdpowiedzUsuń