Powiedzcie mi w czym moje dzieci są gorsze od całej reszty dzieci z tamtej rodziny. Tam można robić dzieciom prezenty na urodziny, a mój synek na 2 latka nawet życzeń nie dostał, nie mówiąc o małym lizaku nawet. Ja nie chcę, żeby robił im ktoś nie wiadomo jakie prezenty,ale chociaż pamięć i złożenie życzeń Tym bardziej, że byliśmy tam tydzień po urodzinach starszego. Nie mówię już o przyjeżdżaniu do nas, bo o tym to pomarzyć można. Mimo, że nie pałam do nich miłością, to myślę, że miło by było, jakby zajrzeli chociaż ze dwa razy w roku. No ale ich wybór. Twierdzą, że nie mają kasy, a my to śpimy na pieniądzach i są wieczne pretensje, czemu tak rzadko przyjeżdżamy. Do nas taka sama droga, jak i w drugą stronę. Tak się ostatnio wkurzyłam, jak pewna osoba zadzwoniła i mi powiedziała, że chrzestny starszego był ostatnio u swojej innej chrześniaczki i nakupował jej prezentów, a moje dziecko nawet lizaka od niego nie dostało. Aż się zagotowałam. Jak można faworyzować tak dzieci Na szczęście starszy jest jeszcze mały i i tak nic z tego nie rozumie i nie wie, co to urodziny. My zawsze jego dzieciakom wozimy prezenty na urodziny, co prawda nie są to nie wiadomo jakie rzeczy, ale zawsze są. Tak myślałam, żeby z tym skończyć, ale czemu dzieci mają być winne, więc w tym roku też dostały prezenty. Ciekawa jestem jak to będzie w Święta, bo ja już kupiłam im upominki.
A żeby nie było, że moja rodzina cacy, a tamta be. To u mnie też niektórzy przesadzają.Ostatnio kuzynka zaprosiła nas na roczek synka. I w sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że do tej pory nie zapraszaliśmy się w rodzinie na takie imprezy i to robione jeszcze w lokalu. Taka jestem zła, że nie macie pojęcia, bo nas czeka roczek młodszego w styczniu i my nie mamy pieniędzy, żeby zapraszać gości do lokalu Tym bardziej, że na roczek starszego też nie byli proszeni. No ale cóż, mimo, ze na pewno będzie fajnie, bo sami fajni ludzie, to niestety czeka nas kolejny wydatek. Już nie wiem, skąd na to wszystko brać pieniądze. Już i tak jesteśmy po uszy zadłużeni A tydzień przed roczkiem czeka nas jeszcze 18-stka. Czy kiedyś wyjdziemy z kasą na prostą? Dobrze, że to zadłużenie u rodziców, bo zawsze lżej ale i tak zaczyna mnie to chyba powoli przerastać, ale jakoś musimy dać radę.
piątek, 13 listopada 2015
piątek, 6 listopada 2015
76
Dziś troszkę się pożalę. Niestety nie mam nikogo, komu mogłabym się wygadać, a zaczyna mnie to wszystko już przerastać. Kiedyś było kilka osób z którymi mogłam porozmawiać i one są, ale tylko wtedy, kiedy same mają problemy i wtedy jak najbardziej wiedzą, gdzie się udać. Inaczej nikt już nie pamięta. Wszyscy mają zawsze większe problemy przecież niż ja, wszyscy w życiu mają ciężej niż ja. Za każdym razem jak chcę się komuś wygadać, to słyszę, ze przecież on ma gorzej, więc czemu ja narzekam. Nie chcę mówić, że mam strasznie niedobrze, bo tak nie jest. Czasami tylko brakuje mi sił. Z dwójką tak małych dzieci nie jest łatwo. No ale przecież zawsze słyszę, że co ja narzekam, każdy ma dwójkę dzieci i co. No tak, bo każdy, kto nie miał dwójki dzieci z tak małą różnicą wieku, to nie wie, co to jest. Jeszcze, żeby D. mógł znaleźć pracę na miejscu i być codziennie w domu, o też bym miała troszkę łatwiej. A tak, tylko weekendy. Finansowo też ledwo dajemy radę, no ale przecież inni mają gorzej. I tak za każdym razem, gdy chcę z kimś pogadać. Widocznie jestem złą osobą, bo za mało zajmuję się wszystkimi dookoła, tak jak to było, kiedy jeszcze nie miałam dzieci. Wtedy było wszystko ok. A teraz jak nie mogę odebrać telefonu, czy nie pamiętam o czymś, to już zła i niedobra jestem. Tylko nikt nie pomyśli, ze mam małe dzieci, które potrzebują bardzo dużo uwagi i nie zawsze mam czas, siłę, czy głowę do czegoś innego poza swoimi podstawowymi obowiązkami. Nie mówiąc o zjedzeniu normalnego obiadu, czy codziennym wieczornym prysznicu. Młodszy synek, jak wychodzę nawet śmieci wynieść czy na chwilę do sklepu obok, a zostają z ciocią, czy nawet tatą, to tak krzyczy, że muszę zaraz szybko wracać. Od ponad dwóch lat dzień w dzień, 24h/dobę jestem z dziećmi. Kocham je najbardziej na świecie i sama długo bym bez nich nie wytrzymała, ale potrzebuję chociaż chwili dla siebie, chociaż godzinki, ale niestety nie jest mi to chyba pisane w najbliższym czasie.
No ale podsumowując, wszyscy mają przecież gorzej niż ja, więc o co mi chodzi ::(
No ale podsumowując, wszyscy mają przecież gorzej niż ja, więc o co mi chodzi ::(
środa, 6 maja 2015
75
Od prawie 4 miesięcy jest już nas czworo. Wiele się zmieniło w naszym życiu. Przede wszystkim nie mamy wolnego czasu. Chłopaki pochłaniają każdą chwilę. Są bardzo kochani, uśmiechnięci i mam nadzieję szczęśliwi. W naszym związku jest teraz więcej spięć i nerwów, ale jak tylko spojrzymy na naszych synków, to wszystko od razu przechodzi. A i dzieci są szczęśliwsze jak rodzice się nie kłócą. Czasami brakuje mi sił, ale dajemy radę. Czasami brakuje mi kontaktu z innymi ludźmi, ale też jakoś dajemy radę. Mamy dużo pomocy ze strony moich rodziców i mojej siostry, dlatego dajemy radę. Dzieci są najedzone, zadbane, uśmiechnięte i to się dla mnie liczy najbardziej. A jakby nie chorowały, to by był raj i mam nadzieję, że tak będzie.
Jeśli chodzi o relacje z teściami, to postanowiłam się nie denerwować i przyjęłam stosunek olewawczy. Trochę to pomaga, ale... nie wtedy jeśli chodzi o moje dzieci. Jak to zawsze było odwiedzają nas tylko wtedy, jak zaprosimy na jakąś imprezę np. chrzciny. Jak urodził się Młodszy w styczniu, to byli go zobaczyć raz przez 2 miesiące i gdyby nie wylądował w szpitalu, to drugi raz widzieliby go dopiero w święta jak do nich pojechaliśmy. Nie wspominając o Starszym, którego widzą jedynie jak my do nich jedziemy. I wtedy jest " o mój najukochańszy wnuczek ", co mnie doprowadza do szewskiej pasji. Bo ja się pytam jaki najukochańszy ? Jeśli by tak było, to by go częściej chcieli widywać, niż tylko w święta. Ja rozumiem, że nie każdy ma kasę, żeby jeździć. Tylko nie rozumiem, dlaczego my mamy mieć na to pieniądze, a oni nie. Tym bardziej, ze nie raz już się wydało, że byli w naszym mieście i nawet nie zajrzeli. Chore to wszystko i wkurzające, ale co zrobić, tak było, jest i będzie. Mąż się wkurza na moich rodziców, że za często chcą się z nami widywać, ale przynajmniej pomagają i bardzo kochają nasze dzieci i nie ważne, czy my jeździmy, czy oni muszą do nas przyjeżdżać. Czasami wydaje mi się, że teście robią to wszystko na pokaz, a pokazać się mogą przecież tylko wtedy jak my u nich jesteśmy. No bo kto znajomy zobaczy, że oni u nas byli. Ale co tam. Ja mam wszystko czego mi do szczęścia potrzeba.
Teraz czekamy tylko na lato, żeby bez ubierania wychodzić na dwór i spokojnie otworzyć drzwi na balkon :)
Jeśli chodzi o relacje z teściami, to postanowiłam się nie denerwować i przyjęłam stosunek olewawczy. Trochę to pomaga, ale... nie wtedy jeśli chodzi o moje dzieci. Jak to zawsze było odwiedzają nas tylko wtedy, jak zaprosimy na jakąś imprezę np. chrzciny. Jak urodził się Młodszy w styczniu, to byli go zobaczyć raz przez 2 miesiące i gdyby nie wylądował w szpitalu, to drugi raz widzieliby go dopiero w święta jak do nich pojechaliśmy. Nie wspominając o Starszym, którego widzą jedynie jak my do nich jedziemy. I wtedy jest " o mój najukochańszy wnuczek ", co mnie doprowadza do szewskiej pasji. Bo ja się pytam jaki najukochańszy ? Jeśli by tak było, to by go częściej chcieli widywać, niż tylko w święta. Ja rozumiem, że nie każdy ma kasę, żeby jeździć. Tylko nie rozumiem, dlaczego my mamy mieć na to pieniądze, a oni nie. Tym bardziej, ze nie raz już się wydało, że byli w naszym mieście i nawet nie zajrzeli. Chore to wszystko i wkurzające, ale co zrobić, tak było, jest i będzie. Mąż się wkurza na moich rodziców, że za często chcą się z nami widywać, ale przynajmniej pomagają i bardzo kochają nasze dzieci i nie ważne, czy my jeździmy, czy oni muszą do nas przyjeżdżać. Czasami wydaje mi się, że teście robią to wszystko na pokaz, a pokazać się mogą przecież tylko wtedy jak my u nich jesteśmy. No bo kto znajomy zobaczy, że oni u nas byli. Ale co tam. Ja mam wszystko czego mi do szczęścia potrzeba.
Teraz czekamy tylko na lato, żeby bez ubierania wychodzić na dwór i spokojnie otworzyć drzwi na balkon :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)