teraz jesteśmy cacy. Jeśli chodzi o poprzedniego posta.Teraz jesteśmy już dobrzy, po dwóch latach odwróciło się. Wreszcie moje dzieci są traktowane prawi na równi z całą resztą, a czami nawet i tak samo.Ale jedno się nie zmieniło, nikt nas nie odwiedza, jak byśmy nie jeździli, to dzieci nie znałyby dziadków ani wujków i cioć. Wiemy, ze przyjeżdżają do naszego miasta, albo przez nie przejeżdżają, więc tak trochę słabo. Mi nie zależy, ale wiem, ze mojemu mężowi jest po prostu przykro :(
A może pogadac z mężem i przez jakis czas tam nie jechać zmuszajac ich do przyjazdu? Próbowaliście?
OdpowiedzUsuńNo niestety plan był, ale dziadki mają nowego pieska i powiedzieli Kubusiowi, że to jego piesek, dał mu imię i teraz nie ma zmiłuj. Jeździmy do CHRUPKA.
OdpowiedzUsuń