środa, 28 listopada 2012

33

Dziś niestety nie był przyjemny dzień. Byłam na pogrzebie taty mojej przyjaciółki.  Jej tato miał 56 i zmarł nagle. To było straszne, patrzeć na cierpienie bliskich. Bo to taka trochę też moja rodzina. Dlaczego Pan Bóg zabiera do siebie tak dobre osoby. Nigdy tego nie zrozumiem :(

A teraz coś przyjemniejszego. Jutro już jadę do mojego Misia , jupi. Niestety chyba nigdy się nie przyzwyczaję do jego nieobecności, nawet te krótkie.

niedziela, 25 listopada 2012

32

I pojechał :( co drugi tydzień będzie wyjeżdżał już w niedzielę. Myślałam, że o jakimś czasie już się przyzwyczaję, a tu nic z tego. Jest coraz gorzej. Tym bardziej, że mam teraz urlop i dla kogoja mam gotować, sprzątać. Na kogo czekać każdego dnia :(  Na całe szczęście jest Agula i jutro mam dla kogo zrobić jeść :) W końcu się udało i zapisałyśmy znów do Formy. Mam nadzieję, że uda nam się chodzić ta jak sobie zaplanowałyśmy. Co tydzień po pracy będzie przychodziła do mnie na obiad, a potem ... zumba lub coś równie przyjemnego. Mam jeszcze klika zadań na ten tydzień. Muszę się w końcu podowiadywać o kredyt hipoteczny. Bardzo byśmy już chcieli " być na swoim ". Niestety nie mam zielonego pojęcia o kredytach i po prostu muszę chodzić od banku do banku i zobaczę, co są w stanie zaproponować.A w czwartek na jeden dzień muszę wrócić do pracy. A po południu ... jadę do swojego męża :) Wracamy w sobotę.

poniedziałek, 19 listopada 2012

31


I koniec dobrego, powrót do normalnego życia, D. niestety teraz wraca jedynie na weekendy :(  Szef  "awansował" D i przeniósł zupełnie gdzie indziej i teraz widzimy się 2 dni w tygodniu. Jestem tak wściekła. I najgorsze, że odbija się to na D. Nie jego wina, a się nacierpi. No ale cóż :( Musimy jakoś wytrzymać tylko, że ja już nie chcę tak. Miało być tylko na 2 tygodnie ( zastępstwo ), a w zeszłym tygodniu się okazało, że na razie tak musi być :(
I dlaczego nie zostaliśmy w górach ...

środa, 7 listopada 2012

30

...tyle przygotowań i stresów, a tu nie wiadomo kiedy wszystko minęło i zaczęło się zwyczajne życie. Szczerze, to jeszcze nie różni się od życia "przed ". Mój mąż miał po weselu aż 3 tygodnie wolnego, ja dwa. Zaczynam może od końca, ale tak mi jakoś wygodniej.
Podróż poślubna, super. Zakopane, pogoda boska, pokój rewelacyjny. Zdjęcia ślubne na Kasprowym Wierchu. Lepszej nie mogliśmy sobie wymarzyć.
Jeśli chodzi o pierwszą noc poślubną, to ... jej nie było :) Z wesela wróciliśmy po 7:00 i od razu oczywiście zasnęliśmy :)
Wesele i poprawiny bardzo się udały. Przynajmniej takie jest nasze odczucie. My się w każdym razie ubawiliśmy. Jeśli chodzi o moich teściów ... zostawię bez komentarza. Wielu  rzeczy ani moja rodzina ani ja nie powiedziałam swojemu D., bo byłoby mu bardzo przykro, a tego nie chcemy. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego męża. A resztę jakoś przeżyję. Nie wspomnę o tym, że kilka dni przed ślubem miałam ostra wymianę zdań z teściową. Zostało mi wypomniane nawet, że ona daje pieniądze, więc mamy robić, co nam każe i się nie odzywać. Nie chcę już nic więcej od mamy D. i nie chcę, żeby mi koś coś wypominał. Mam tylko nadzieję, że nie będę się często z moją teściową widywać.  Nie chciałabym jednak mówić o tym swojemu mężowi, bo wiem, że będzie mu przykro.
Po ślubie byliśmy raz na obiedzie. Oczywiście nie obyło się bez uwag typu: "u nas ślub odbywa się inaczej, no ale trudno... ". Okazało się, że nawet użycie przeze mnie kremu do rąk stojącego w łazience przy umywalce nie jest mile widziane. Poza takimi sytuacjami było bardzo fajnie. Reszta rodziny D., nawet jak ma coś przeciwko mnie, to tego nie okazuje i bardzo chętnie się z nimi spotykam i bardzo ich lubię.
No ale koniec marudzenia. Zaczynamy się starać o dzidzię. Zobaczymy co z tego wyniknie.
Wczoraj miałam bardzo miłe popołudnie. Była u mnie Agulka. Wspomogłyśmy się troszkę winkiem i pogadałyśmy troszkę. Wreszcie może uda nam się zacząć chodzić na fitness.
Weekend też zapowiada się fajnie. Jedziemy do mojej rodzinnej miejscowości. W sobotę ma przyjechać rodzina mojego przyszłego Szwagra, a w niedzielę ma do moich rodziców przyjechać Chrzestna D. Moi rodzice niestety nie zdążyli jej poznać na weselu, bo wcześnie wyszła, dlatego postanowili ją zaprosić do siebie. Mam nadzieję, że będą to udane spotkania :)
To lecę, bo pralka daje znać, że czas już wieszać pranie.

wtorek, 2 października 2012

29

Ile to przygotowań, do tego jednego dnia. W tym tygodniu mam codziennie po pracy coś, jak nie fryzjer, to kosmetyczka, to zakupy "bieliznowe". W sobotę przymiarka sukni i ostatni raz do Księdza. No i nie będzie już odwrotu :):):) Jeszcze tylko 11 dni.

poniedziałek, 1 października 2012

28

...co do sukienki, to nareszcie jest. Na szczęście potrzebne są jedynie małe poprawki, czyli skrócenie i zwężenie na samej górze. W tą sobotę mam drugą przymiarkę. Wszelkie dodatki dobrane. Nawet bolerko będę miała podszyte polarkiem, bo ja straszny zmarzlak jestem.
Niestety mój fryzjer poważnie zachorował i niestety 10 października idzie do szpitala. Na 2 tygodnie przed weselem musiałam uporać się ze znalezieniem nowego fryzjera i makijażystki. Fryzjera polecił poprzedni i nawet zadzwonił i wytłumaczył jaką chcę, niestety będę musiała dojechać dużo dalej.. Niestety nie będę miała czasu, żeby jechać, do pani od makijażu ponad 30 km. A wszystko było tak ładnie ustawione Trochę mnie to wytrąciło z przygotowań i zestresowało. Dziś byłam u nowej Pani kosmetyczki na próbnej fryzurze i zabiegach przeróżnych mających uratować moją cerę :) Jeśli się tej Pani uda, to uznam ją za czarodziejkę :)  W środę mam próbną fryzurę. obaczymy. Zresztą to już teraz nie mam nawet za bardzo wyjścia.
Wczoraj była wizyta u przyszłych teściów. Było jak zwykle. Na szczęście nie jeździmy tam często. Nie wiem jak długo dam radę. D potrafi się mamie postawić przez telefon, ale niestety jak stanie z nią twarzą w twarz, to jest masakra i zgadza się z nią we wszystkim. Mam nadzieję, że wreszcie kiedyś uda mu się to zmienić.

piątek, 21 września 2012

27

...jutro pierwsza przymiarka mej wyczekanej sukni ślubnej. Salon opóźnił ją o prawie miesiąc, ale co tam na ślub zdążyli :) Jutro też idę z D. na wesele mojej koleżanki. Musimy się dobrze przypatrywać, co i jak. Cały czas nam się wydawało, że wszystko już jest, a tu co chwila wychodzą nowe rzeczy. Już byśmy chcieli być po przygotowaniach. W sumie to jeszcze tylko 3 tygodnie, pewnie szybko zleci. Trzymajcie kciuki, co bym ze stresu nie zwariowała ;)