U nas wiele zmian związanych oczywiście z synkiem. Już miesiąc temu skończył roczek i rozwija się w zaskakującym tempie :) Jest kochany, śmieszek, ale za to wymagający i niecierpliwy. Do pojawienia się drugiego synka jest już bliżej niż dalej. Wszystko z nami ok. Teraz mamy remonty w mieszkaniu, a dokładnie łazience. Administracja wymienia rury i kanalizację. Jednym słowem brud, kurz i brak wody. Jakoś sobie poradziliśmy z synkiem. Jestem z niego bardzo dumna. Nawet młot pneumatyczny nie psuł mojemu synkowi nastroju i nawet przy nim zasypiał :) A jak tylko Panowie coś robili, to synek prowadził pełną kontrolę, najfajniej było jak coś hałasowało. Naprawdę mam najkochańszego synka, który jak już teraz wiem, wytrzyma wszystko i jest w stanie przyzwyczaić się do wielu rzeczy i warunków.
Mówią, że druga ciąża jest inna niż pierwsza i rzeczywiście mają rację. Może dzieje się tak dlatego, że na świecie jest już jeden szkrab, którym trzeba się zajmować. Ogólnie czuję się dobrze, tylko jak się nadźwigam synka, to mnie brzuch pobolewa. Są też dni strachu, bo albo maluch się nie rusza, albo rusza się za mocno, ale wszystko mija. Staram się nie panikować i jak do tej pory na dobre nam to wychodzi. Mam też różne apetyty ( czego w pierwszej ciąży nie miałam ) i potrafię zjeść na śniadanie jedną kanapkę z czekoladą i przegryźć kanapką z wędliną albo serkiem.
Smutno mi też z powodu zachowania teściów, nie w stosunku do mnie, ale do moich chłopaków. Mąż bardzo przeżywa niektóre sytuacje, a synek nie rozpoznaje dziadków. Przed wizytami u nich ( bardzo rzadkimi ) albo u nas ( w tym roku teściowa była może 2 razy, teść trochę więcej, ale nie dlatego, że chciał, ale musiał, a jest codziennie w naszym mieście ) muszę synkowi pokazywać na zdjęciach dziadków i tłumaczyć kto jest kto. Bo nie raz już usłyszałam, co ja mu wmawiam i robię, że własnych dziadków nie poznaje, albo buzi im nie chce dać. Jakoś do moich rodziców od razu wyciąga ręce i już może mnie i męża nie być. No ale jak się tak często wnukiem interesuje, to się tak ma, ale jak za wszystko, za to też jestem winna ja. Mam już dość wysłuchiwania jak to oni mają źle i niedobrze. My za to według nich chyba śpimy na kasie i nie mamy żadnych problemów i kłopotów. Ja po prostu nie lubię opowiadać wszystkim dookoła o naszych problemach. Mamy siebie i rozwiązujemy je razem. Jak potrzebujemy rady, to wtedy zwracamy się do moich rodziców, bo wiemy, że zawsze możemy liczyć na pomoc i nikt nam niczego nie wypomni przy najbliższej okazji. Nie twierdzę, że są idealni, ale się bardzo starają. Zaprosiliśmy rodzinę męża na roczek synusia, a oni chyba za karę tu przyjechali. Teściowa stwierdziła, że " skoro chcieliście, to już przyjechałam ". Teść stwierdził na koniec z wyrzutem, że zgagi dostał. A bratowa w ciąży wysłała swojego męża do sklepu, bo były wszystkie napoje oprócz tego co ona chciała. A i tak przespała pół imprezy. Wiecie jak ja się czułam po tym roczku. Powiedziałam, że nigdy więcej nie będę zapraszała, a właściwie chyba zmuszała do przyjazdu, jeśli im tak tutaj źle i niedobrze. Ja też nie zamierzam jeździć, bo ostatnio też był problem, że przyjechaliśmy i obiad trzeba było zrobić. I oczywiście jeśli proszę, żeby nie dawać mojemu synkowi czegoś do jedzenia, to nie dla mojego widzimisię, ale dla jego dobra. Ale oczywiście nikt tam nie zwraca na to uwagi i tak daje te rzeczy. Już nie mam siły czasami, a jak mamy tam jechać, to stresuje się i denerwuję już tydzień wcześniej. Mąż niby też nie chce jeździć, ale jak tylko już tam jesteśmy, to mamusi się nie sprzeciwi i czasami wydaje mi się, że gdyby miał wybierać między nami a swoją mamą, to wybrałby mamę. Weźmy nawet przykład ostatni z dawaniem synkowi jeść. Prosiłam, żeby nie dawać mu kapuśniaku, bo jeszcze nie je takich rzeczy. Teściowa i tak dała, a mój mąż nawet słówkiem się nie odezwał. Dobrze, ze synek nie cierpiał po tym, bo dużo go nie chciał zjeść. Dlatego może nie lubię tam jeździć, bo mój mąż zmienia się o 180 stopni i nie zwraca uwagi na dobro naszego synka. Czasami nie interesuje się nami kilka godzin. Moglibyśmy sobie wyjechać, a on i tak by nie zauważył. Aż się boję jak to będzie, jak się dzidziuś urodzi. Ogólnie nie mogę mojemu mężowi nic zarzucić, bo jak tylko nie jesteśmy tam, to jest najcudowniejszym człowiekiem na świecie. Nawet się dziwię, że udało mi się jeszcze takiego fajnego znaleźć i nie zamieniłabym go na żadnego innego. Ma oczywiście swoje wady, ale to jak każdy. No i to, że wytrzymuje ze mną, to szacunek wielki :) bo łatwo ze mną biedny nie ma. Kocham tych moich chłopaków najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez nich :*
piątek, 26 września 2014
piątek, 1 sierpnia 2014
73
I jednak będzie chłopczyk :) Wszystko jest ok i ze mną i z dzidziusiem. Kolejna wizyta 25 sierpnia :) Jestem bardzo szczęśliwa, że wszystko jak do tej pory idzie dobrze :)
wtorek, 29 lipca 2014
72
w piątek następna wizyta. Już nie mogę się doczekać jak zobaczę tego mojego maleńkiego szkraba :) Za to nasz duży szkrab już sobie wszędzie chodzi sam na nóżkach. Za miesiąc skończy już roczek :) Jak ten czas szybko leci. Mógłby trochę zwolnić i niektóre chwile mogłyby trwać o wiele dłużej :) Na szczęście mój mąż będzie miał urlop w ostatnim tygodniu sierpnia, już nie możemy się doczekać :) A mi 25 sierpnia kończy się urlop macierzyński, a zacznie zwolnienie. Pewnie już mnie nie przyjmą do pracy po tak długiej nieobecności, chociaż wciąż mam nadzieję. Przyzwyczaiłam się i polubiłam tą pracę.
wtorek, 8 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
70
Jutro wizyta u lekarza, badania prenatalne, strasznie się boję :( Mam nadzieję, że mój mąż zdąży dojechać i pójdzie tam razem ze mną.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
69
Jak na razie wszystko jest oki i czuję się dobrze :) W piątek idę na badania prenatalne i strasznie się denerwuję, czy wszystko jest dobrze z dzidziusiem. Z pierwszą ciążą było zupełnie inaczej, uważałam na siebie bardzo, dużo odpoczywałam i jakoś tak byłam bardziej pewna, ze wszystko było dobrze. Teraz mam dzidzię, którą trzeba jeszcze na rękach nosić, a zakupy też trzeba przecież robić. Nie udało mi się jeszcze małego całkowicie od piersi odstawić i w nocy przytula się do cyca. Na szczęście w dzień już nawet o tym nie myśli, no i mamy od tamtego tygodnia kolejny sukces i synek zasypia już bez cyca. Dostaje butelkę mleka przed snem i zasypia, ale mama obok musi jeszcze być.Mój synek jak śpi , to często trzyma nóżki na moim brzuchu i boję się, żeby przypadkiem kiedyś za mocno nie kopnął. To wszystko i wiele innych rzeczy powoduje, że boję się o moje drugie maleństwo. Oby do piątku i wszystko się nam wyjaśni. Na szczęście jak do tej pory nie miałam żadnych bóli, czy plamień, więc mam nadzieję, że będzie ok. A już minął nam 12 tydzień, więc ryzyko się zmniejszyło.
środa, 11 czerwca 2014
68
no i doczekaliśmy się ... jestem w ciąży :) Teraz jest to 10 tydzień. Jak za pierwszym razem tylko bym spała, ale nie mogę. Chociaż przyznam się, że jedną drzemkę dziennie czasami uda mi się zaliczyć razem z synkiem. Niestety rzadko to się zdarza. Ale dajemy radę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)