wtorek, 24 lipca 2012

20

Dawno mnie nie było, ale to niestety z braku czasu. W pracy spędzam ponad 10 godzin przy komputerze i w domku niestety nie mam już ochoty patrzeć w monitor. W weekendy jeździmy rozwozić zaproszenia. Jest super, uwielbiam spotykać się z rodziną. Swoją i oczywiście okazało się, że z D. też. Ci u których byliśmy są bardzo fajni i aż miło się u nich spędzało czas. Niestety mama mojego D. stwierdziła, że do reszty wyśle pocztą, a do niektórych pojadą sami z mężem. Dla mnie to bardzo dziwne i nie wypada. Nie dosyć tego, to D. siostra wypisywała połowę zaproszeń. Niestety nie mam już siły się denerwować i sprzeciwiać. Chcę się cieszyć naszym ślubem i weselem. Na szczęście moja mama ma do tego zdrowe podejście i nas wspiera. Ja zwykle cierpi na tym najbardziej D. Jest mi bardzo przykro z tego powodu i mam nadzieję, że po ślubie znajdę tyle siły, żeby go przed tym wszystkim obronić.
Na szczęście mamy już za sobą załatwianie spraw urzędowych do ślubu konkordatowego. I tu muszę pochwalić mojego przyszłego męża, bo większą część załatwił sam, ja tylko musiałam złożyć podpis :) Zdolnego mam tego swojego D. :) Śmiejemy się, że w połowie jesteśmy już małżeństwem. W sumie do złożenia wszystkich dokumentów w Kościele brakuje nam nauk tych świeckich. Jedziemy w sobotę i mam nadzieję, że załatwimy to w ciągu 1 wizyty :)
Jesteśmy teraz na etapie wybierania Firmy, która ustroi nam salę. W sumie to wybraliśmy już jaki chcemy mieć wystrój. Zobaczymy tylko, w której Firmie zrobią nam to taniej.
Już nie mogę się doczekać tego 13 października. Myśleliśmy, że mamy tyle czasu, a tu niecałe trzy miesiące i tyle do zrobienia.
Lecę robić obiadek :)
Przyjemności wszystkim życzę :)

2 komentarze:

  1. Jak to ktoś obcy ma zawieźć WASZE zaproszenia do gości? Ja bym na to nie poszła i odebrała im te zaproszenia i osobiście pojechała. Wierz mi, ja jako osoba uparta i okropna, na złość, nie poszłabym na takie wesele, gdzie młodzi nie pofatygowali się do mnie osobiście a załatwili to przez rodziców (poczta jeszcze by może przeszła - zależy od km). Powiem Ci szczerze, że podziwiam Cię, że to wytrzymujesz. Ja byłam jak ta BRIDEZILLA i nie dawałam sobie w kaszę dmuchać, mimo iż miałam 20 lat :) pochwalisz się jaki wystrój się Wam podoba? No i nie kojarzę sukienki :) a tak poza tym co robisz na obiadek?

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż szkoda gadać. To była jednorazowa chwila słabości. Najważniejsze osoby zaprosiliśmy sami. Właściwie, to wszystkich, których znam. Ale to było tylko chwilowe i już się nie dam. Zresztą wszystko opiszę w kolejnym poście.
    Na obiadek był strogonow, D. go uwielbia. Niestety sos z torebki, bo jeszcze się nie nauczyłam robić swojego :)

    OdpowiedzUsuń