środa, 29 stycznia 2014
59
Wizyta minęła, oczywiście było jak zawsze. Wróciłam w nie najlepszym nastroj, ale jakoś dałam radę. Chociaż oczywiście migrena cały weekend mnie nie opuszczała. Kilka sytuacji opiszę, żebyście mieli pogląd na wizytę. Mały nigdy nie był w pokoju, w którym mieliśmy spać, więc już w piątek zapowiedziałam mężowi, że jak dojedziemy, to jak najwięcej czasu będzie Kubuś musiał tam spędzić, żeby nie płakał nam w nocy. Mąż się zgodził i tak też zrobiliśmy. Na co teść przychodzi i mówi, żebyśmy na dół zeszli do nich. Ja, ze mogą przyjść tu, bo mały musi się przyzwyczaić do pokoju. Na co teść, że mają wódkę i chcieliby się napić z moim mężem. Ja nie mam nic przeciwko i mówię, że on może zejść, a ja zostanę. Teść jednak stwierdził " no jak to, to tak nie wypada ". A a do niego, że nie robię to co wypada, tylko to co jest najlepsze dla mojego dziecka. Mina bezcenna. Synuś ma już 5 miesięcy, ale niestety nie chce niczego jeść i pić poza moim mlekiem i to tylko z cyca. Oczywiście już od ponad miesiące daję mu posmakować różne rzeczy ze słoiczków i robię czasami sama, ale nic nie skutkuje. Nie poddajemy się jednak w walce :) Nie chcemy mu jednak podawać jeszcze jedzenia "dla dorosłych", bo jest doprawione i tym bardziej nie będzie chciał potem jeść jedzonka dla niego. Niestety nie wszyscy w rodzinie mojego męża to rozumieją. Teść chciał go nakarmić rosołem dużą metalową łyżką. Wujek dał mu do polizania kiełbasę z bigosu, bo jakieś tam dziecko jak miało 4 miesiące, to czarninę już jadło. Normalnie nóż w kieszeni mi się otwierał. Ja rozumiem dać mu jakiś owoc do posmakowania, chlebek do possania, ok. Też mu daję jabłuszko do rączki czy chlebek. Ale becz przesady. Teściowa za bardzo na mnie uwagi nie zwracała, więc ok. Była też mała chrześniaczka mojego męża, która jak zawsze na krok mnie nie odstępowała. Bardzo ją kocham i lubię. Pomagała mi też zabawiać Kubusia :) Stwierdzam, ze teściowie chcieliby robić wszystko po swojemu, tak jak robią to z innymi wnukami. Ja twierdzę, ze dzieci powinni wychowywać rodzice i robienie wszystkiego na odwrót przez nich w niczym im nie pomoże w naszym przypadku. I tak minął weekend, dobrze, że wróciliśmy już do domku. Następny weekend by super, bo w niedzielę przyjechała moja przyjaciółka z mężem i córeczką. A w piątek i sobotę byliśmy u moich rodziców i było mnóstwo rodziny, który chciała poznać w końcu Kubusia. Troszkę później marudził, bo za dużo ludzi, ale już jest dobrze, doszliśmy do siebie :)
piątek, 10 stycznia 2014
58
Drążył i drążył skąd mój zły humor. Nie chciałam mu sprawiać przykrości i powiedziałam, że po prostu zły nastrój mam :( Chciałabym mu umieć to powiedzieć tak, żeby go nie zranić, ale chyba się nie da :( No cóż będę dalej cierpiała z tego powodu. I tak źle i tak nie dobrze, ale wole, żeby mąż był szczęśliwy.
czwartek, 9 stycznia 2014
57
Święta, święta i po świętach. Wcale ich nie czułam, a to z braku śniegu :( Chociaż trochę mogło poprószyć. Ogólnie było ok. U teściów byliśmy tylko na wigilii. Wieczorem pojechaliśmy do moich rodziców i wróciliśmy po sylwestrze na jeden dzień, bo mąż do pracy musiał. Ale już w piątek byliśmy z powrotem u rodziców. W niedzielę wróciliśmy, żeby chociaż poniedziałek spędzić tylko we trójkę. Mój synuś został tak rozpieszczony, że do tej pory trudno mu się przyzwyczaić, że tylko z mamą jest :) Zresztą mi też jest ciężko, bo nie daje mi nic zrobić. W następny weekend mamy jechać do teściów na noc. Mąż mnie poprosił i co miałam zrobić, zgodziłam się. Chociaż w Sylwestra jak zwykle jego kochana rodzina popsuła mu humor i biedny całą noc był bardzo smutny. Sama go namówiłam, żeby do nich w końcu zadzwonił po tygodniu, chociaż nie chciał. No i mam. Znów są cudowni i wspaniali i jechać mu się do nich chce. Nigdy tego nie zrozumiem. A ja już na ponad tydzień wcześniej mam zły humor i na męża przez to patrzeć nie mogę. Co ja na to poradzę, starałam się, ale nie daje rady. Zresztą jedyną osobom, która tam ze mną normalnie rozmawia, jest brat mojego męża. Reszta i tak mnie nie lubi i nigdy nie będzie inaczej. No cóż, muszę przeżyć jakoś te dwa dni. Tylko biedny mąż będzie musiał znosić do tej pory mój zły nastrój.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)