czwartek, 9 stycznia 2014
57
Święta, święta i po świętach. Wcale ich nie czułam, a to z braku śniegu :( Chociaż trochę mogło poprószyć. Ogólnie było ok. U teściów byliśmy tylko na wigilii. Wieczorem pojechaliśmy do moich rodziców i wróciliśmy po sylwestrze na jeden dzień, bo mąż do pracy musiał. Ale już w piątek byliśmy z powrotem u rodziców. W niedzielę wróciliśmy, żeby chociaż poniedziałek spędzić tylko we trójkę. Mój synuś został tak rozpieszczony, że do tej pory trudno mu się przyzwyczaić, że tylko z mamą jest :) Zresztą mi też jest ciężko, bo nie daje mi nic zrobić. W następny weekend mamy jechać do teściów na noc. Mąż mnie poprosił i co miałam zrobić, zgodziłam się. Chociaż w Sylwestra jak zwykle jego kochana rodzina popsuła mu humor i biedny całą noc był bardzo smutny. Sama go namówiłam, żeby do nich w końcu zadzwonił po tygodniu, chociaż nie chciał. No i mam. Znów są cudowni i wspaniali i jechać mu się do nich chce. Nigdy tego nie zrozumiem. A ja już na ponad tydzień wcześniej mam zły humor i na męża przez to patrzeć nie mogę. Co ja na to poradzę, starałam się, ale nie daje rady. Zresztą jedyną osobom, która tam ze mną normalnie rozmawia, jest brat mojego męża. Reszta i tak mnie nie lubi i nigdy nie będzie inaczej. No cóż, muszę przeżyć jakoś te dwa dni. Tylko biedny mąż będzie musiał znosić do tej pory mój zły nastrój.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz