czwartek, 6 czerwca 2013
48
dziś kolejna wizyta u lekarza. Zobaczymy co tam u dzidziusia słychać i czy nadal jest to Kubuś, czy może Zuzia :) 12 czerwca mamy też umówione badanie echo serca dzidzi. Tak dla sprawdzenia i pewności. Wielkimi krokami zbliża się także przeprowadzka. Już dziś ciężko mi czasami robić podstawowe codzienne rzeczy, a co tu mówić o przeprowadzaniu się. Damy radę, byle tylko być już w nowym mieszkanku :) Już nie mogę się doczekać. Trzymajcie kciuki, żeby udało się to już w przyszłym tygodniu.
środa, 29 maja 2013
47
Szkoła rodzenia rozpoczęta, zostało nam jeszcze 6 spotkań, pierwsze było fajne, zapoznawcze i takie ogólnie o ciąży. Nie wiem czy to dużo czy nie, ale zapłaciliśmy 250 zł za całość.Nie wyobrażam sobie jednak tam nie chodzić.
W sobotę pojechaliśmy na godzinkę do teściów, bo jacy są tacy są, ale to jednak rodzice D i stwierdziłam, że przeżyję. Tym bardziej, że miał być też brat D z żoną i chrześniaczką D. Oczywiście było jak przypuszczałam. Życzenia Teściowa przyjęła ode mnie, a i owszem, ale jak je składałam, to głowę odwróciła w bok i za bardzo mnie nawet nie słuchała. Teść normalnie przyjął życzenia i bardzo się ucieszył, bo chyba po raz pierwszy odkąd ja wiem dostał coś tylko dla siebie. Oczywiście tak słodko nie było. Od razu stwierdził, że taki prezent trzeba będzie często wymieniać ( kupiliśmy wyrzynarkę, daliśmy 100 zł, więc najgorsza nie była ). I oczywiście od razu powiedział D, że będziemy musieli przyjechać jak on zadzwoni, bo coś tam jest do zrobienia. Ja wszystko rozumiem i jestem za tym, żeby pomagać rodzicom jeśli jest taka potrzeba. W tym jednak przypadku, ma im kto pomóc na miejscu. D brat mieszka kilka ulic dalej. Ale nie, D musi przyjechać specjalnie 40 km. Jest jeszcze jeden powód, dla którego mnie to tak zdenerwowało, a ogólnie to dwa. Pierwsze, to w soboty ( a tylko wtedy D będzie mógł pomóc ) mamy szkołę rodzenia. Każdy powie, że możemy jechać po i rzeczywiście mogłoby tak być. Tylko, że za ok 2 tygodnie mamy zacząć przeprowadzkę. Niestety sama tego nie zrobię, a D ma wolne tylko weekendy. Codziennie niestety wychodzi z domu przed 6:00, a wraca o 21:00, więc przeprowadzka w tygodniu odpada. Oczywiście pomoże nam moja siostra i rodzice, ale oni też pracują. Ogólnie, to miała być niespodzianka i nie mówiliśmy, że przyjeżdżamy. Teść zadzwonił rano i pytał się czy przyjedziemy, bo nie wie czy wstawiać więcej ziemniaków. D powiedział, że nie wie, czy dziś się wyrobimy, bo mamy zajęcia w szkole rodzenia od 12:00 ( byliśmy tam do 14:45 ), potem jeszcze spotkanie o 15:00, a na 17:00 mamy zaproszenie do babci. Oczywiście jak przyjechaliśmy Teściowa wypomniała, że czekali wcześniej z obiadem, a my nie raczyliśmy na niego przyjechać.Nie dosyć, że człowiek chce zrobić niespodziankę, nie gwarantuje, że przyjedzie, to jeszcze jak zwykle robi wszystko nie tak. I po co się starać :(:(:(
U moich rodziców też byliśmy. Niestety mieli jakieś spięcie, mama źle się czuła, więc było jak było.
W sobotę pojechaliśmy na godzinkę do teściów, bo jacy są tacy są, ale to jednak rodzice D i stwierdziłam, że przeżyję. Tym bardziej, że miał być też brat D z żoną i chrześniaczką D. Oczywiście było jak przypuszczałam. Życzenia Teściowa przyjęła ode mnie, a i owszem, ale jak je składałam, to głowę odwróciła w bok i za bardzo mnie nawet nie słuchała. Teść normalnie przyjął życzenia i bardzo się ucieszył, bo chyba po raz pierwszy odkąd ja wiem dostał coś tylko dla siebie. Oczywiście tak słodko nie było. Od razu stwierdził, że taki prezent trzeba będzie często wymieniać ( kupiliśmy wyrzynarkę, daliśmy 100 zł, więc najgorsza nie była ). I oczywiście od razu powiedział D, że będziemy musieli przyjechać jak on zadzwoni, bo coś tam jest do zrobienia. Ja wszystko rozumiem i jestem za tym, żeby pomagać rodzicom jeśli jest taka potrzeba. W tym jednak przypadku, ma im kto pomóc na miejscu. D brat mieszka kilka ulic dalej. Ale nie, D musi przyjechać specjalnie 40 km. Jest jeszcze jeden powód, dla którego mnie to tak zdenerwowało, a ogólnie to dwa. Pierwsze, to w soboty ( a tylko wtedy D będzie mógł pomóc ) mamy szkołę rodzenia. Każdy powie, że możemy jechać po i rzeczywiście mogłoby tak być. Tylko, że za ok 2 tygodnie mamy zacząć przeprowadzkę. Niestety sama tego nie zrobię, a D ma wolne tylko weekendy. Codziennie niestety wychodzi z domu przed 6:00, a wraca o 21:00, więc przeprowadzka w tygodniu odpada. Oczywiście pomoże nam moja siostra i rodzice, ale oni też pracują. Ogólnie, to miała być niespodzianka i nie mówiliśmy, że przyjeżdżamy. Teść zadzwonił rano i pytał się czy przyjedziemy, bo nie wie czy wstawiać więcej ziemniaków. D powiedział, że nie wie, czy dziś się wyrobimy, bo mamy zajęcia w szkole rodzenia od 12:00 ( byliśmy tam do 14:45 ), potem jeszcze spotkanie o 15:00, a na 17:00 mamy zaproszenie do babci. Oczywiście jak przyjechaliśmy Teściowa wypomniała, że czekali wcześniej z obiadem, a my nie raczyliśmy na niego przyjechać.Nie dosyć, że człowiek chce zrobić niespodziankę, nie gwarantuje, że przyjedzie, to jeszcze jak zwykle robi wszystko nie tak. I po co się starać :(:(:(
U moich rodziców też byliśmy. Niestety mieli jakieś spięcie, mama źle się czuła, więc było jak było.
wtorek, 21 maja 2013
46
... coraz bliżej przeprowadzki, może już w połowie czerwca uda nam się dostać klucze do mieszkania i zaczniemy powoli się przeprowadzać :) Udało nam się też kupić większe auto i z klimatyzacją :) D. zmienił pracę i teraz codziennie jest w domku. Co prawda ta praca jest dużo cięższa od poprzedniej, ale zrobił to dla nas i bardzo bardzo mocno to doceniam. Od soboty zaczynamy szkołę rodzenia.
piątek, 26 kwietnia 2013
45
... i udało się, mamy kredyt ... jeszcze tysiące papierków i mnóstwo łatwienia przed nami, ale akt już jest, kasa wypłacona, więc jesteśmy już prawnie właścicielami mieszkanka :) Wprowadzimy się co prawda za 2 miesiące, ale to szybko zleci :)
niedziela, 14 kwietnia 2013
44
... dziś trochę na początek ponarzekamy ... bo mi smutno i mam taki nastrój. Mój mąż znów został oddelegowany do pracy pod Warszawę i znika na całe tygodnie. Przyjeżdża na weekendy, czasami tylko na sobotę i pół niedzieli :( Na początku nie było źle, praca była ok. Niestety teraz jest coraz gorzej i teraz się tam tylko męczy i to coraz bardziej. Nie dosyć tego, są problemy z płatnościami i czasami pensję dostaje w 3 ratach. Powinien dostać pieniądze do 10, a do dziś nic nie ma, jak zresztą w poprzednich miesiącach. Musimy jednak przeczekać i jak dostaniemy kredyt, to trzeba się będzie poważnie zastanowić nad tą jego pracą :( Z każdym tygodniem, zamiast się przyzwyczajać do jego nieobecności, jest coraz gorzej. W Piątek zadzwoniła do D ciocia, że będą w Niedzielę w naszym mieście i czy mogą zajrzeć. Ucieszyliśmy się, bo są bardzo fajni i miło nam było, że pomyśleli, żeby do nas przy okazji zajrzeć :) Co prawda w związku z pensją męża, trochę krucho u nas z pieniążkami, ale daliśmy radę, na szczęście istnieje Biedronka, no i moi rodzice :) Ale miałam też przeczucie i się nie myliłam, rano zadzwonił teść i oznajmił, że są na zakupach i zajrzą do nas. Ja nie miałabym nic przeciwko, ale do nich trzeba się umawiać tydzień, albo najlepiej dwa tygodnie wcześniej. A oni jak zwykle, dzwonią, że są i przyjadą. Na szczęście dziś mieliśmy czysto i przygotowane jedzenie, ale nie zawsze tak jest. Zwłaszcza, że zazwyczaj w niedzielę mamy dzień leniucha i śpiocha. Śpimy dopóki możemy :) Dziś dzidziuś jest bardzo aktywny, aż się troszkę dziwię. Chociaż może dopiero zaczynam tak naprawdę czuć jego ruchy. Jeny jeszcze mnie czeka mycie tych wszystkich naczyń. Masakra.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
43
... no i mamy ...wstępną decyzję ... pozytywną na całe szczęście. Chociaż jak nam powiedział Pan od kredytów " do odkorkowania szampana jeszcze długa droga" ale co tam. Teraz przynajmniej wiemy, że jest jakaś szansa :) Trzymajcie kciuki
piątek, 5 kwietnia 2013
42
wczoraj się strasznie wystraszyłam. niestety zaczęło mnie strasznie kłuć w lewej stronie brzucha, że nie wiedziałam co mam zrobić. Czy stałam, siedziałam czy leżałam kuło tak samo. Na szczęście dziś rano miałam się zgłosić na badania glukozą i lekarz przyjął mnie bez zapisów i bez kolejki. Powiedział, że nie ma powodów do obaw, zrobił mi połówkowe USG, sprawdził macicę i szyjkę. Niestety szyjka okazała się trochę przy krótka. Lekarz powiedział, że źle nie jest, ale dobrze też nie. No trudno, zobaczymy przy następnej wizycie. Przepisał mi tylko więcej magnezu i no spę. A już myślałam, że obejdzie się bez no spy. Do tej pory nic mnie nie bolało, tylko trochę ciągnęło, jak się macica powiększała, ale to wszystko. Mam też swoją teorię na temat tego kłucia, myślę, że mogłam coś zjeść i to dlatego. Kiedyś już miałam podobny ból, ale przeszedł po kilku godzinach, ale teraz niestety od wczoraj boli, dziś jest już trochę lepiej, ale jeszcze mam obolałe całe pół brzucha. Niestety mój mąż znów wyjeżdża na całe tygodnie, wraca tylko w weekendy. A jak tak jak we wczorajszym przypadku bardzo się boję i nie wiem co mam robić :( Ale trudno, damy sobie z synusiem z tym wszystkim radę. Bo i tym razem pokazał co mam między nóżkami. Lekarz powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, że to chłopiec. Niestety nasz dzidziuś nie lubi i nie daje sobie zrobić zdjęcia buźki. Już trzeci raz bez zdjęcia wracam. Tym razem nawet mało się ruszał, bo lekarz miał ugrzaną tą maź na brzuch i sobie smacznie spał przytulony do łożyska. Będzie takim przytulakiem i śpiochem po rodzicach :) Trochę tylko pomachał rączką, pewnie dawał znak, żeby dać mu spokój :) Z kredytem na razie cisza. Stresuję się tym niemiłosiernie, ale nie pozostaje nic innego jak czekać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)