czwartek, 20 lutego 2014
61
We wtorek teściowie zaszczycili nas swoją obecnością. Teściowa była u lekarza i przy okazji zajrzeli. Ostatni raz widzieli Kubusia jak my u nich byliśmy. Ale oczywiście " ukochany mój wnuczuś " itp. Pomijam to, że teść jest w naszym mieście codziennie i może zawsze przyjechać. Nie powiem, że bym chciała. Dla mnie im mniej kontaktów tym lepiej. Ale ich miny bezcenne jak zobaczyli, że młody potrafi już sam siedzieć ( trzeba go asekurować oczywiście, ale siedzi już od jakiś 2 czy 3 tygodni ). Teściowa krzyczy do mnie " zobacz zobacz on już sam siedzi, rób sobie zdjęcia ". Uśmiałam się i mówię, że już dawno sam siedzi i mam zdjęcia, a ona w szoku, że na nk nie zamieściłam, bo mogliby zobaczyć. Oczywiście jak co wizyta, narobili mu zdjęć. Śmiałam się do mojej mamy, ze też powinni sobie zdjęcia wnuka robić co wizyta. Oczywiście wizyta minęła na opowiadaniu co tam u nich. Nawet nie zapytali jak sobie radzimy, czy nie potrzebujemy jakiejkolwiek pomocy. Nie mówię tu o finansowej, bo tej bym od nich nie chciała, a oni tylko o takiej zawsze mówią. Jak będzie potrzeba mam swoich rodziców, przynajmniej oni mi nigdy tego nie wypomną. To tylko teściowie i ich pozostałe dzieci mają problemy i jest im ciężko, nam nie może. Czasami mam ochotę im powiedzieć, że ludzie mają gorsze problemy, ale ryzę się w język i słucham. Wczoraj był mój tata i przynajmniej mogłam sobie coś w domu porobić. Zajął się młodym a ja ogarnęłam mieszkanie, uszykowałam obiady dla mnie i męża, pranie zrobiłam, naczynia pomyłam. I to dla mnie jest ogroooomna pomoc. Tatuś był może 2 godziny. Biedny, tak go Kubuś wymęczył, że masakra. Bo wczoraj synuś miał zły dzień i trzeba się było nieźle nagimnastykować, żeby go czymś zająć. Kończę, bo mi się dzidzi obudziło :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz