wtorek, 8 kwietnia 2014

66

I tata pojechał. Pierwszy tydzień zostaliśmy sami w domu. Pierwsza kąpiel minęła nam super. Bardzo smutno bez męża :( Pierwsze dni jak wyjechał, to byliśmy u moich rodziców, więc nie było źle. A teraz jest :(

piątek, 28 marca 2014

65

Jeju, jak dawno mnie tu nie byłam. Mam teraz dosłownie 5 minut, więc postanowiłam coś napisać. Ogólnie jest ok. Dzidzia rośnie jak na drożdżach, raczkuje i już zaczyna wstawać przy niewielkiej pomocy. Jest tylko bardzo zajmujący i potrzebuje ciągłej uwagi, dlatego nie mam czasu na nic. Teraz mieliśmy tatę w domu dwa tygodnie i dziecko jest już w pełni szczęścia, bo ma rodziców cały czas przy sobie. Niestety mój mąż musiał zmienić pracę i będzie teraz znikał z domu na cały tydzień, na szczęście weekendy wolne i podobno jak już się zadomowi, to nawet kilka razy w tygodniu też na kilka godzin będzie zaglądał do domku. Trochę się denerwuję jak sobie dam bez niego radę. Co prawda teraz też mało co był w domu, ale zawsze na noc wracał i chociaż tą godzinkę czy dwie był z małym. Niestety dzidzia, jak tylko tata znika z pola widzenia na dłużej, to siedzi od drzwiami i czeka. A jak się już zabawi, to co jakiś czas i tak patrzy na drzwi i gada coś po swojemu. Jeszcze teraz jak jest z nami całe dnie i noce, to będzie jeszcze większa masakra. Zresztą tata też się bardzo przejmuje i nie wie jak sobie da radę. Zobaczymy jak to będzie. Na szczęście mam siostrę, która i tak codziennie do nas zagląda. Poza tym zawsze mogę jechać do rodziców. Damy radę, musimy. Al i tak jak zwykle przepłaczę cały dzień :( A im dłużej go nie będzie tym będzie mi gorzej.

piątek, 7 marca 2014

64

Wciąż nie mogę uwierzyć. Już 6 miesięcy jak karmię piersią i z tego powodu jestem na odpowiedniej diecie. Wprowadzam sobie co trochę nowe rzeczy, ale są to raczej owoce i warzywa na początek.  Natomiast moja teściowa jak zwykle nie wie, co mogę jeść a co nie. Pomijam to, że mówiłam jej to za każdym razem jak u nich jesteśmy, bo sama się o to pyta. Ale wczoraj po raz pierwszy zadzwoniła i się zapytała, co ma mi zrobić na obiad, co mogę zjeść ( bo jedziemy do nich w niedzielę ). Jestem w szoku. Pewnie ostatnio głupio się poczuła, jak jadłam na obiad tylko ziemniaki  i buraczki i wyjechałam głodna. Moje gadanie, że jem tylko mięso z kurczaka i indyka, kończy się " a robię schab zawijany w sosie, tylko trochę smażony, a później duszony, możesz ?" albo " a jak zrobię karkóweczkę, to zjesz ". I po co ja mam się produkować. Następnym razem powiem, że sama sobie zrobię jeść i przywiozę. Tak mnie to denerwuje. Nie o to chodzi, że nie wie, co mogę jeść, bo nie każdy to musi wiedzieć. Wystarczy, że ja wiem. Ale wkurza mnie to, ze ja powiem, co mogę, a za sekundę jest mowa o zupełnie innym jedzeniu i zdziwienie, że tego nie zjem.
Dosyć o tym.
Nasz Kubuś ma już ponad 6 miesięcy i każdego dnia zaskakuje nas czymś nowym. Jest kochanym urwisem. Potrzebuje całodobowej uwagi i jest tak ruchliwy, że szok. My jesteśmy raczej spokojni, a synek nie wiadomo za kim się wrodził :):):) Nie mogliśmy sobie wymarzyć kochańszego synka :)

czwartek, 6 marca 2014

63

Zostałam nominowana do zabawy przez Dorotę. Dziękuję :) Pytania na pierwszy rzut oka wydają się trudne, ale zobaczymy :) No to zaczynamy :) Zabierałam się do nich już tyle razy i zawsze Kubuś się budził zanim się zdążyłam zastanowić. Dziś mi się udało :)

1. Córeczka tatusia - córeczka mamusi.
Myślę, że córeczka tatusia. Przynajmniej z mojej strony. Jak byłam mała, to zawsze mówiłam, że podobna jestem tylko do taty, jak ktoś twierdził inaczej, to się obrażałam. Teraz jak tata ma problem, chce pogadać, dzwoni do mnie.
2. Ulubione ciasto?
Zdecydowanie na pierwszym miejscu jest robiona przez moją mamę rolada z bitą śmietaną i galaretką. Mogę ją nawet jeść jak karmię piersią. Wcześniej był to sernik.
3. Najlepsze doświadczenie życiowe?
Myślę, że była to ciąża i urodzenie Kubusia. Wtedy zrozumiałam wiele rzeczy. Co i kto tak naprawdę jest w życiu ważne. Wtedy człowiek poznaje prawdziwie życzliwych mu ludzi. Widzi kto udaje, a kto naprawdę jest przyjacielem. Wie już na kogo może liczyć. Widać wtedy zazdrosnych i nieprzychylnych ludzi.
4. Szklanka do połowy pełna - szklanka do połowy pusta
 Zdecydowanie szklanka do połowy pełna. Zawsze wolę widzieć pozytywy :)
5. Cytat, który jest Twoim nr 1.
 " ocean czasu - chcemy czy nie - zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy "
6. Pierwsza miłość. 
Pierwszą prawdziwą miłością był i jest mój mąż. Wcześniej były tylko zauroczenia.
7. Ulubiony program rozrywkowy.
Nie wiem, czy tak do końca jest to program rozrywkowy, ale codziennie oglądam "Rozmowy w toku ".
8. Nauki ścisłe czy humanistyczne? 
Hmmm...trudne pytanie. Z jednej strony lubię mieć wszystko poukładane i poplanowane. Lubię konkrety, więc nauki ścisłe, ale zawsze byłam lepsza w szkole z nauk humanistycznych.
9. Najlepsza przygoda nocą?
 Oj było ich wiele ;) Te najlepsze zawsze wiążą się z morzem i plażą. Z mężem oczywiście :)
10. Książka, której nie zapomnisz.
"Cień wiatru"  – powieść autorstwa Carlosa Ruiza Zafóna. Dostałam tą książkę od Ani w prezencie i tak ją polubiłam i tak mi się spodobała, że czytam ją raz na jakiś czas. Mam też pozostałe książki tego autora, które cenie tak samo, ale ta była pierwsza.

Nominuję tylko jedną osobę. Agula zapraszam :) Zagadnienia dla Ciebie:

1. Twoja największa zaleta to...
2. Najfajniejsza przygoda w górach.
3. Co najbardziej lubisz robić jak masz chwilę dla siebie.
4. Ulubiona potrawa.
5. Najlepsza rzecz jaka Cię spotkała w życiu.
6. Niezapomniany dzień.
7. Wymarzona rzecz.
8. Zawsze chciałam być...
9. Najbardziej lubię spędzać czas z ...
10. Gdybyś miała przeżyć swoje życie jeszcze raz, jaką jedną rzecz byś zmieniła.

piątek, 21 lutego 2014

62

Od 3 dni mój synek jest strasznie marudny. Nie mogę go odstąpić nawet krok, bo strasznie płacze. Przesypia całe noce, w dzień też śpi, więc chory chyba nie jest ani nic go nie boli... oprócz dziąseł, ja i mój mąż myślimy, że to ząbki. Mam nadzieję, że to tylko to. Ale jak się nic nie poprawi do przyszłego tygodnia i nie będzie ząbka, to pójdę z nim do lekarza. Pewnie to zbieg okoliczności, ale zaczęło się od wizyty teściów.

czwartek, 20 lutego 2014

61

We wtorek teściowie zaszczycili nas swoją obecnością. Teściowa była u lekarza i przy okazji zajrzeli. Ostatni raz widzieli Kubusia jak my u nich byliśmy. Ale oczywiście " ukochany mój wnuczuś " itp. Pomijam to, że teść jest w naszym mieście codziennie i może zawsze przyjechać. Nie powiem, że bym chciała. Dla mnie im mniej kontaktów tym lepiej. Ale ich miny bezcenne jak zobaczyli, że młody potrafi już sam siedzieć ( trzeba go asekurować oczywiście, ale siedzi już od jakiś 2 czy 3 tygodni ). Teściowa krzyczy do mnie " zobacz zobacz on już sam siedzi, rób sobie zdjęcia ". Uśmiałam się i mówię, że już dawno sam siedzi i mam zdjęcia, a ona w szoku, że na nk nie zamieściłam, bo mogliby zobaczyć. Oczywiście jak co wizyta, narobili mu zdjęć. Śmiałam się do mojej mamy, ze też powinni sobie zdjęcia wnuka robić co wizyta. Oczywiście wizyta minęła na opowiadaniu co tam u nich. Nawet nie zapytali jak sobie radzimy, czy nie potrzebujemy jakiejkolwiek pomocy. Nie mówię tu o finansowej, bo tej bym od nich nie chciała, a oni tylko o takiej zawsze mówią. Jak będzie potrzeba mam swoich rodziców, przynajmniej oni mi nigdy tego nie wypomną. To tylko teściowie i ich pozostałe dzieci mają problemy i jest im ciężko, nam nie może. Czasami mam ochotę im powiedzieć, że ludzie mają gorsze problemy, ale ryzę się w język i słucham. Wczoraj był mój tata i przynajmniej mogłam sobie coś w domu porobić. Zajął się młodym a ja ogarnęłam mieszkanie, uszykowałam obiady dla mnie i męża, pranie zrobiłam, naczynia pomyłam. I to dla mnie jest ogroooomna pomoc. Tatuś był może 2 godziny. Biedny, tak go Kubuś wymęczył, że masakra. Bo wczoraj synuś miał zły dzień i trzeba się było nieźle nagimnastykować, żeby go czymś zająć. Kończę, bo mi się dzidzi obudziło :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

60

ostatnio wszystko się sypie, chodzi tu oczywiście o mnie :( Na początek posypał mi się kręgosłup ( koszt 100 zł ). Potem dostałam jakiegoś krwawienie z dróg rodnych ( 200 zł ), okazało się, że mam jakiś stan zapalny i nadżerkę oczywiście. To krwawienie to takie poronne jest ( taka pseudo miesiączka jak to lekarz powiedział ). Leczyć to można pod warunkiem, że zrezygnuję z karmienia piersią, albo jak już skończę. Wybrałam to drugie wyjście. Na szczęście można tak zrobić, tylko będę miała takie krwawienia i będzie bolało tam w środku. Wytrzymam, wolę karmić piersią. A wczoraj jak na złość wypadła mi plomba z zęba i muszę się zgłosić do dentysty ( ok 100-150 zł ). Już nie mam pojęcia skąd na to brać i gdyby to wszystko się rozłożyło, to ok, ale nie, w jednym miesiącu musiało się wydarzyć. I to wtedy, kiedy mąż dużo mniejszą wypłatę. Dobrze, że chociaż nasz króliczek jest zdrowy i rośnie :) No to się wyżaliłam trochę i lecę, bo się Kubulek obudził i głodny jest :)