poniedziałek, 23 grudnia 2013

56

 Zdrowych i wesołych świąt :)
To nasze pierwsze

poniedziałek, 9 grudnia 2013

55

Nasz mały Króliczek nauczył się ostatnio krzyczeć i tak go to cieszy i się mu podoba, że nie gaworzy, tylko krzyczy. Daje rodzicom do zrozumienia kto tu rządzi :) Jest też już coraz silniejszy i zaczyna siadać z pozycji półleżącej, a z leżącej wystarczy mu podać ręce a sam się na nich podciągnie i też usiądzie. Co najważniejsze wreszcie polubił leżenie na brzuszku, czego wcześniej nienawidził. Nie wiem czy już pisałam o tym, ale mój synuś ma dwóch wrogów ;) Pierwszym z nich i najważniejszym jest smoczek, a drugim butelka. Nie możemy go nauczyć pić z butelki. Na razie nie ma takiej potrzeby, może w przyszłości damy radę, a może spróbujemy od razu kubek niekapek, zobaczymy.  Mieliśmy też ostatnio mały problem ze zrobieniem kupki. Króliczek zazwyczaj robił od 3 do 5 kupek dziennie i nagle przestał. Po 4 dniach zadzwoniłam do położnej i powiedziała, że w takiej wyjątkowej sytuacji możemy mu dać kawałeczek czopka glicerynowego. I na szczęście pomogło. Załatwił się, a od tego czasu robi kupkę codziennie raz albo dwa razy. Ale za to jakie wielkie i już troszkę gęstsze. Dopóki człowiek nie jest rodzicem, nawet nie wie, jak może cieszyć kupka ;) Kocham o najbardziej na świecie i mimo, że spędzam z nim całe dnie, to jak tylko wychodzę na chwilę na zakupy, to szybciutko wracam, bo już tęsknię. Tak samo ma mój mąż. On ma gorzej, bo codziennie musi chodzić do pracy i nie ma go po 12 godzin w domku. Czasami moi rodzice przyjeżdżają w weekend, zostają z maluszkiem, a my jedziemy do sklepu na większe zakupy. Nie chcemy go brać do marketów jak jest dużo ludzi, żeby czegoś nie załapał, a teraz taka pogoda, że masakra. A nasz synuś już pierwszy raz dostał zapalenia noska jak miał 2 tygodnie, a później na szczęście nie było już tak źle, ale na kontrolne wizyty chodziliśmy 2 razy w tygodniu, miał już robione badania krwi i moczu. Biedactwo się nacierpiało przy pobieraniu krwi, miał wtedy miesiąc i niestety Pani mu tak zmasakrowała paluszek, że goił się prawie kolejny miesiąc. Teraz na szczęście już jest w miarę dobrze i mam nadzieję, że się nie rozchoruje, bo wszyscy dookoła nas chorzy :(  Maluszek jest ogólnie bardzo pogodny, a płacze tylko jak jest głodny, albo bardzo zmęczony. No i wtedy, kiedy nie ma za długo mamy, ale tak mają chyba wszystkie dzieciątka. Kończę na dziś, bo mały śpi, to zdążę coś porobić w domku. Miłego dnia :)

piątek, 29 listopada 2013

54

Jakoś nie bardzo mam czas, żeby pisać. Jeszcze się nie nauczyłam chyba organizować tych nielicznych wolnych chwil :) Kubuś codziennie potrzebuje coraz to więcej uwagi i zainteresowania. Szkrabek z dnia na dzień umie coraz więcej i zaskakuje mamę nowymi rzeczami. Jest pogodny i kochany. Bardzo dużo się śmieje, a jak tylko znikamy z pola widzenia albo się nim nie interesujemy, to od razu po swojemu na nas krzyczy. Jest też bardzo towarzyski na całe szczęście :) Wczoraj jak byliśmy na szczepieniu, to nawet podrywał dziewczynkę w poczekalni. Wybrał taką w swoim wieku ;) Na całe szczęście mogę liczyć na pomoc męża i rodziców i siostry. Mężu niestety pracuje po 14 godzin dziennie, ale kąpieli bez niego nie ma :) Moja siostra stara się codziennie przychodzić, a rodzice jak tylko mogą przyjeżdżają, ale zazwyczaj w weekend my do nich jedziemy. Wtedy mogę sobie odpocząć. Mama zawsze wszystko przygotuje, a mój tato jest najlepszą opiekunką do Kubusia. Innym tematem są teście. Jest mi bardzo przykro ze względu na mojego męża, któremu było jeszcze bardziej przykro. Jego rodzice nie przyjechali zobaczyć wnuka do szpitala :( Przyjechali dopiero jak Kubuś miał 9 dni. Zresztą Kubuś skończył już trzy miesiące, a oni widzieli go 4 razy, raz po urodzeniu, raz na chrzcinach a dwa razy my u nich byliśmy. Ale za to przy ludziach ( na chrzcinach ) normalnie byli tak zajęci wnukiem, nosili go i udawali, że tak bardzo ich interesuje. Tak mnie to denerwowało, że masakra, do dziś się we mnie gotuje. Byli dla wszystkich tak słodcy, że aż niedobrze się robiło. Śmiać mi się chciało, bo udawali, że wiedzą coś o Kubusiu, ale niestety i było z tego powodu trochę śmiesznych i wiele denerwujących sytuacji. Teściowa wzięła się za noszenie wnuka, nie wiedząc, że waży już ponad 7 kg i bardzo starała się mi go oddać, ale ja specjalnie nie zwracałam na nią uwagi. Ja niestety nie umiem udawać tak jak ona. Nawet gdyby moja teściowa jakimś cudem się zmieniła, to i tak nigdy nie uwierzę w jej dobre intencje. Zresztą nie będę musiała, bo się nie zmieni. Będę chciała tylko robić tak, żeby się z nimi jak najrzadziej spotykać.No i znowu większość jest o teściach :( Koniec.
Szkoda mi mojego męża, bo wiem, że on to bardzo przeżywa. Niestety jak tam jesteśmy, to dla niego są najlepsi na świecie. Na początku jak urodził się nasz synek, mój mężu stwierdził, że nieważne, że chodzi do pracy i tak będzie do niego wstawał w nocy. Bardzo szybko mu tego zakazałam i wygoniłam do drugiego pokoju. Tylko weekendy z nami śpi :) Był za bardzo zmęczony, a jest kierowcą, więc może zrobić krzywdę nie tylko sobie. I tak śpi po 5 czy 6 godzin, czasami 4.
Oczywiście jak byłam w ciąży, to stwierdziliśmy, że mały od początku będzie spał w łóżeczku. Jednak bardzo szybko zmieniliśmy zdanie :) Właściwie zaczęło się od zapalenia noska jak miał 2 tygodnie. Bardzo często się krztusił w nocy. Na szczęście przyjechała moja mama i przez cześć nocy ona przy nim czuwała, a przez drugą ja. Oczywiście leżał koło nas w łóżku, żebyśmy mogli szybciej zareagować. Tak samo było z noszeniem. Nie, my go nosić nie będziemy, aha, tata był pierwszy do noszenia :) Noce są bardzo różne, czasami je przesypia budząc się tylko na karmienie, a czasami budzi się co pół godziny i trzeba pobujać, ponosić. Oczywiście zasypia czasami na rękach, a najlepiej zasypia mu się w foteliku samochodowym i to trzeba go w nim nosić :) Na dziś koniec, bo dzidzia mi się budzi. W następnych notkach postaram się poopisywać więcej, tak żeby kiedyś móc sobie to przeczytać i przypomnieć dzieciństwo mojego Króliczka.

poniedziałek, 4 listopada 2013

53

Kubuś jest już z nami od 27.08.2013 r. Urodził się zdrowiutki i śliczniutki :) Od odejścia wód płodowych rodziłam 7 i pół godziny. Ostatnio mam czas jedynie na czytanie blogów, niestety na pisanie nie starcza mi czasu, ale jak tylko będę miała chwilę postaram się zrelacjonować nasze pierwsze wspólne dni :)

wtorek, 27 sierpnia 2013

52

Dziś idziemy do lekarza. Mam jakieś bóle od wczoraj, ale nie wiem, czy to już czy nie. Nie chcę iść od razu do szpitala, bo mnie tam już zostawią, nawet jeśli nic się nie będzie działo. Wolę więc zapłacić i iść się upewnić, czy muszę już się znaleźć w tym szpitalu czy nie. Tak bardzo chciałabym być już po wszystkim :)

środa, 21 sierpnia 2013

51

Wszystko uszykowane na przybycie naszego tak wyczekiwanego dzidziusia...ciekawe kiedy to nastąpi :) tak bardzo się już boję i porodu i tego czy naszemu maleństwu krzywda się w brzuszku nie dzieje. Jego ruchy są coraz bardziej dziwne i bardzo różnią się od dotychczasowych. Wizytę u lekarza mam na dzień porodu czyli 23 sierpień, zobaczymy czy szykuje się już na ten świat czy nie :) W sumie pierwszy termin mi już minął, był na wczoraj. Trzeci mam na 25 sierpnia. Z jednej strony nie mogę się już doczekać, z drugiej tak panicznie się boję porodu i tego czy wszystko pójdzie ok, że już sama nie wiem czego chcę.

piątek, 9 sierpnia 2013

50

... to już coraz bliżej ... zaczynam się denerwować ... 23 sierpień ... Kubuś ...

poniedziałek, 22 lipca 2013

49

Dawno nas tu nie było, ale tyle się działo i jakoś weny było brak.
Po pierwsze Kubuś.
Bo nadal chłopczyk, dwóch lekarzy potwierdziło. Na ostatniej wizycie 4 lipca ważył 2 kg. Teraz fika całe dnie, oczywiście mamusi po żebrach :) Bo ułożony jest prawidłowo do porodu, z czego bardzo się cieszę, bo chcę urodzić naturalnie. Szkoła rodzenia zakończona. Teraz wiemy już dużo więcej i o porodzie i opiece nad maluszkiem. Jak tylko Kubuś bardzo mocno fika z pomocą przychodzi tatuś i jak tylko przytula się do brzuszka i mówi do Kubusia, ten natychmiast się uspakaja :) Mamy już prawie wszystko uszykowane dla dzidzi. Torby do szpitala też spakowane, bo to tylko miesiąc został. Teraz mam wizytę 1 sierpnia i zobaczymy, czy termin pozostanie ten sam, czy będzie może chciał przyjść na świat trochę wcześniej lub pozostać w bezpiecznym miejscu troszkę dłużej :)
Po drugie przeprowadzka.
Od 1 lipca mieszkamy już na swoim, ale jak się śmiejemy przez 25 lat jeszcze " bankowym" mieszkanku :) Problemów ze wszystkim było co niemiara i nadal się ciągną, ale dajemy radę. Tylko niepotrzebnych nerw jest za dużo. D. nie dostał wolnego. Na szczęście mój tato dostał cały tydzień wolnego i robił remont mieszkania. D. jak tylko wracał z pracy po 20.00 jadł i zaraz biegł robić do późnej nocy, a potem na 6.00 do pracy. Mama z Siostrą pomogły i udało się. Razem z D. dopiero niedawno skończyliśmy się rozpakowywać. Dziś wyłożyłam rzeczy z ostatniego pudła :) Jest jeszcze kilka spraw do załatwienia, ale mam nadzieję, że uda nam się wszystko załatwić do przyjścia na świat Kubusia.
Resztę opiszę w następnych postach, bo bym Was zanudziła :)

czwartek, 6 czerwca 2013

48

dziś kolejna wizyta u lekarza. Zobaczymy co tam u dzidziusia słychać i czy nadal jest to Kubuś, czy może Zuzia :) 12 czerwca mamy też umówione badanie echo serca dzidzi. Tak dla sprawdzenia i pewności. Wielkimi krokami zbliża się także przeprowadzka. Już dziś ciężko mi czasami robić podstawowe codzienne rzeczy, a co tu mówić o przeprowadzaniu się. Damy radę, byle tylko być już w nowym mieszkanku :) Już nie mogę się doczekać. Trzymajcie kciuki, żeby udało się to już w przyszłym tygodniu.

środa, 29 maja 2013

47

Szkoła rodzenia rozpoczęta, zostało nam jeszcze 6 spotkań, pierwsze było fajne, zapoznawcze i takie ogólnie o ciąży. Nie wiem czy to dużo czy nie, ale zapłaciliśmy 250 zł za całość.Nie wyobrażam sobie jednak tam nie chodzić.
W sobotę pojechaliśmy na godzinkę do teściów, bo jacy są tacy są, ale to jednak rodzice D i stwierdziłam, że przeżyję. Tym bardziej, że miał być też brat D z żoną i chrześniaczką D. Oczywiście było jak przypuszczałam. Życzenia Teściowa przyjęła ode mnie, a i owszem, ale jak je składałam, to głowę odwróciła w bok i za bardzo mnie nawet nie słuchała. Teść normalnie przyjął życzenia i bardzo się ucieszył, bo chyba po raz pierwszy odkąd ja wiem dostał coś tylko dla siebie. Oczywiście tak słodko nie było. Od razu stwierdził, że taki prezent trzeba będzie często wymieniać ( kupiliśmy wyrzynarkę, daliśmy 100 zł, więc najgorsza nie była  ). I oczywiście od razu powiedział D, że będziemy musieli przyjechać jak on zadzwoni, bo coś tam jest do zrobienia. Ja wszystko rozumiem i jestem za tym, żeby pomagać rodzicom jeśli jest taka potrzeba. W tym jednak przypadku, ma im kto pomóc na miejscu. D brat mieszka kilka ulic dalej. Ale nie, D musi przyjechać specjalnie 40 km. Jest jeszcze jeden powód, dla którego mnie to tak zdenerwowało, a ogólnie to dwa. Pierwsze, to w soboty ( a tylko wtedy D będzie mógł pomóc ) mamy szkołę rodzenia. Każdy powie, że możemy jechać po i rzeczywiście mogłoby tak być. Tylko, że za ok 2 tygodnie mamy zacząć przeprowadzkę. Niestety sama tego nie zrobię, a D ma wolne tylko weekendy. Codziennie niestety wychodzi z domu przed 6:00, a wraca o 21:00, więc przeprowadzka w tygodniu odpada. Oczywiście pomoże nam moja siostra i rodzice, ale oni też pracują. Ogólnie, to miała być niespodzianka i nie mówiliśmy, że przyjeżdżamy. Teść zadzwonił rano i pytał się czy przyjedziemy, bo nie wie czy wstawiać więcej ziemniaków. D powiedział, że nie wie, czy dziś się wyrobimy, bo mamy zajęcia w szkole rodzenia od 12:00 ( byliśmy tam do 14:45 ), potem jeszcze spotkanie o 15:00, a na 17:00 mamy zaproszenie do babci. Oczywiście jak przyjechaliśmy Teściowa wypomniała, że czekali wcześniej z obiadem, a my nie raczyliśmy na niego przyjechać.Nie dosyć, że człowiek chce zrobić niespodziankę, nie gwarantuje, że przyjedzie, to jeszcze jak zwykle robi wszystko nie tak. I po co się starać :(:(:(
U moich rodziców też byliśmy. Niestety mieli jakieś spięcie, mama źle się czuła, więc było jak było.

wtorek, 21 maja 2013

46

... coraz bliżej przeprowadzki, może już w połowie czerwca uda nam się dostać klucze do mieszkania i zaczniemy powoli się przeprowadzać :) Udało nam się też kupić większe auto i z klimatyzacją :) D. zmienił pracę i teraz codziennie jest w domku. Co prawda ta praca jest dużo cięższa od poprzedniej, ale zrobił to dla nas i bardzo bardzo mocno to doceniam. Od soboty zaczynamy szkołę rodzenia.

piątek, 26 kwietnia 2013

45

... i udało się, mamy kredyt ... jeszcze tysiące papierków i mnóstwo łatwienia przed nami, ale akt już jest, kasa wypłacona, więc jesteśmy już prawnie właścicielami mieszkanka :) Wprowadzimy się co prawda za 2 miesiące, ale to szybko zleci :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

44

... dziś trochę na początek ponarzekamy ... bo mi smutno i mam taki nastrój. Mój mąż znów został oddelegowany do pracy pod Warszawę i znika na całe tygodnie. Przyjeżdża na weekendy, czasami tylko na sobotę i pół niedzieli :( Na początku nie było źle, praca była ok. Niestety teraz jest coraz gorzej i teraz się tam tylko męczy i to coraz bardziej. Nie dosyć tego, są problemy z płatnościami i czasami pensję dostaje w 3 ratach. Powinien dostać pieniądze do 10, a do dziś nic nie ma, jak zresztą w poprzednich miesiącach. Musimy jednak przeczekać i jak dostaniemy kredyt, to trzeba się będzie poważnie zastanowić nad tą jego pracą :( Z każdym tygodniem, zamiast się przyzwyczajać do jego nieobecności, jest coraz gorzej. W Piątek zadzwoniła do D ciocia, że będą w Niedzielę w naszym mieście i czy mogą zajrzeć. Ucieszyliśmy się, bo są bardzo fajni i miło nam było, że pomyśleli, żeby do nas przy okazji zajrzeć :) Co prawda w związku z pensją męża, trochę krucho u nas z pieniążkami, ale daliśmy radę, na szczęście istnieje Biedronka, no i moi rodzice :) Ale miałam też przeczucie i się nie myliłam, rano zadzwonił teść i oznajmił, że są na zakupach i zajrzą do nas. Ja nie miałabym nic przeciwko, ale do nich trzeba się umawiać tydzień, albo najlepiej dwa tygodnie wcześniej. A oni jak zwykle, dzwonią, że są i przyjadą. Na szczęście dziś mieliśmy czysto i przygotowane jedzenie, ale nie zawsze tak jest. Zwłaszcza, że zazwyczaj w niedzielę mamy dzień leniucha i śpiocha. Śpimy dopóki możemy :) Dziś dzidziuś jest bardzo aktywny, aż się troszkę dziwię. Chociaż może dopiero zaczynam tak naprawdę czuć jego ruchy. Jeny jeszcze mnie czeka mycie tych wszystkich naczyń. Masakra.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

43

... no i mamy ...wstępną decyzję ... pozytywną na całe szczęście. Chociaż jak nam powiedział Pan od kredytów " do odkorkowania szampana jeszcze długa droga" ale co tam. Teraz przynajmniej wiemy, że jest jakaś szansa :) Trzymajcie kciuki

piątek, 5 kwietnia 2013

42

wczoraj się strasznie wystraszyłam. niestety zaczęło mnie strasznie kłuć w lewej stronie brzucha, że nie wiedziałam co mam zrobić. Czy stałam, siedziałam czy leżałam kuło tak samo. Na szczęście dziś rano miałam się zgłosić na badania  glukozą i lekarz przyjął mnie bez zapisów i bez kolejki. Powiedział, że nie ma powodów do obaw, zrobił mi połówkowe USG, sprawdził macicę i szyjkę. Niestety szyjka okazała się trochę przy krótka. Lekarz powiedział, że źle nie jest, ale dobrze też nie. No trudno, zobaczymy przy następnej wizycie. Przepisał mi tylko więcej magnezu i no spę. A już myślałam, że obejdzie się bez no spy. Do tej pory nic mnie nie bolało, tylko trochę ciągnęło, jak się macica powiększała, ale to wszystko. Mam też swoją teorię na temat tego kłucia, myślę, że mogłam coś zjeść i to dlatego. Kiedyś już miałam podobny ból, ale przeszedł po kilku godzinach, ale teraz niestety od wczoraj boli, dziś jest już trochę lepiej, ale jeszcze mam obolałe całe pół brzucha. Niestety mój mąż znów wyjeżdża na całe tygodnie, wraca tylko w weekendy. A jak tak jak we wczorajszym przypadku bardzo się boję i nie wiem co mam robić :( Ale trudno, damy sobie z synusiem z tym wszystkim radę. Bo i tym razem pokazał co mam między nóżkami. Lekarz powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, że to chłopiec. Niestety nasz dzidziuś nie lubi i nie daje sobie zrobić zdjęcia buźki. Już trzeci raz bez zdjęcia wracam. Tym razem nawet mało się ruszał, bo lekarz miał ugrzaną tą maź na brzuch i sobie smacznie spał przytulony do łożyska. Będzie takim przytulakiem i śpiochem po rodzicach :) Trochę tylko pomachał rączką, pewnie dawał znak, żeby dać mu spokój :) Z kredytem na razie cisza. Stresuję się tym niemiłosiernie, ale nie pozostaje nic innego jak czekać.

poniedziałek, 25 marca 2013

41

no i zdecydowaliśmy się. Umowa przedwstępna na mieszkanie podpisana. Teraz proszę trzymajcie kciuki, żeby nam dali kredyt. Jeszcze w tamtym roku byli nam w stanie dać 180 tys kredytu, a teraz nawet nie wiadomo, czy 117 tys dostaniemy. Masakra. Spać nie mogę, jeść nie mogę, cały czas mnie męczą migreny ze stresu i przeziębienia. Jeśli nie dostaniemy kredytu, to stracimy 5 tys, które wpłaciliśmy jako zadatek. Mam nadzieję, że się uda, mamy czas do 30 kwietnia na wpłacenie całej kwoty za mieszkanie. Mam nadzieję, że któryś bank zdecyduje się nam "pożyczyć" całą kwotę. A ile to teraz dokumentów potrzeba, to głowa mała.Wyobraźcie sobie, ze nie wystarczy zaświadczenie o zarobkach, musimy jeszcze udowodnić, że co miesiąc dostajemy te pieniądze. Ja mam fajnie, bo mi wypłata na konto wpływa, a Damian dostaje pieniądze do ręki i właściwie podpisuje listę płac, na której są wszyscy pracownicy, więc jego szef nie chce jej w całości udostępnić. Idę dziś kupić sobie butki, bo mam wszystkie na obcasie, a mój kręgosłup i brzuch zaczęły się już buntować :)

środa, 13 marca 2013

40

z Kubusiem wszystko dobrze :) Tak właśnie, okazało się, że jednak chłopiec będzie. Na USG ładnie nam pokazał, co ma między nóżkami i lekarz powiedział, że teraz to on pewien jest, że to chłopiec. Jednak będziemy się upewniać za każdym razem :)

czwartek, 7 marca 2013

39

... i znów minął kolejny miesiąc, w poniedziałek kolejna wizyta i znów zobaczymy naszego dzidziusia. Teraz nasze głowy zaprzątają jednak jeszcze inne myśli. Chodzi o kupno mieszkania. Jeśli chcemy mieć własne cztery kąty musimy je kupić teraz, bo później będzie bardzo ciężko. Znaleźliśmy mieszkanko w całkiem rozsądnej cenie, nie trzeba w nie wkładać dużo pieniążków jeśli chodzi o remont. Więc wszystko jest ok. W sobotę idziemy je zobaczyć ponownie i spróbować się dogadać z właścicielami tak na poważnie. I niby wszystko jest ok, ale przeraża mnie spłacanie kredytu, który będziemy musieli zaciągnąć na nasze wspólne gniazdko. Przez 25 lat płacić co miesiąc ok 700-800 zł, przeraża mnie to, ale z drugiej strony jeśli nie weźmiemy kredytu, to nigdy nie będziemy " na swoim ". W sumie już teraz płacimy 600 zł miesięcznie za sam wynajem. Mam tak strasznie mieszane uczucia, ale wiem, że w sumie nie ma lepszego wyjścia. Chciałabym, żebyśmy już z naszą dzidzią wrócili do naszego własnego mieszkania. Mam nadzieję, że się dogadamy z Właścicielami. Mieszkanie 48 m2, 3 pokoje, na osiedlu zamkniętym, co jest ogromnym plusem. Ostatnio niestety coraz częściej osoby zamieszkujące nasz teraźniejszy blok dzwonią domofonem zamiast używać kluczy :( Czasami od 7 rano potrafią przez pół dnia co chwila dzwonić. Ja już przestałam nawet podchodzić do domofonu, chyba, że się kogoś spodziewamy. Najgorsze jest to, że jak mnie ktoś obudzi rano, to potem ciężko mi zasnąć i strasznie boli mnie głowa. Ja się od razu denerwują stąd pewnie ten ból. Czasami jak pukają do sąsiada, a nikt nie otwiera, potrafią dzwonić dzwonkiem do nas. Już zaczynam mieć tego wszystkiego dosyć i po prostu nie podchodzę do drzwi. Ja się strasznie denerwuję, bo do sąsiada przychodzą jak dla mnie podejrzane osoby. Czasami robią imprezy nawet w nocy. Kolejny powód, żeby się przeprowadzić. A osiedle zamknięte bardzo ograniczy możliwość dzwonienia przez obce osoby. Do tego mieszkanie znajduje się w sumie ulicę dalej. To kolejny plus, bo bardzo się przyzwyczaiłam do tej okolicy. Jest tu żłobek, przychodnia, szkoła, podobno też przedszkole, ale nie widziałam go jeszcze. I wszyscy się ze mnie śmieją, bo ja lubię kupować w Biedronce, do której mamy tera kilkadziesiąt metrów. Koło nowego mieszkanka będzie jeszcze bliżej, więc rodzina moja stwierdziła, że mieszkanie w sam raz dla nas :):):) Trzymajcie w sobotę kciuki, żeby się udało :)

poniedziałek, 11 lutego 2013

38

dziś byliśmy na kolejnej wizycie. Mieliśmy robione badania prenatalne. Z dzidziusiem wszystko jest ok. Możliwość, że urodzi się z chore jest niska. Dziś widzieliśmy z D. jak nasza dzidzia się rusza. Najpierw dała się spokojnie zbadać, a potem jak Pan Doktor chciał zrobić jej zdjęcie, to się tak wierciła, że ledwo co mu się udało. Po prostu dzidzia ustawiała się do zdjęcia :)

środa, 6 lutego 2013

37

... i znowu chora, D. też się ode mnie zaraził. Zaczęło się tydzień temu, ja już się czuję lepiej, a teraz D. zaczyna chorować. Damy jakoś radę. Byłam w poniedziałek na pobraniu krwi, a w następny poniedziałek usg, wszystko pod kątem wystąpienia u dzidzi wad genetycznych i innych różnych chorób. Z jednej strony bardzo dobre badania, z drugiej niesamowity stres, czy wszystko będzie ok.

środa, 23 stycznia 2013

36

Dziś to już 10 tydzień :) Lekarz od początku namawiał mnie na zwolnienie i siedzę w domku. Z dzidziusiem jest na razie wszystko ok :) Z dolegliwości ciążowych mam tylko spanie, zaparcia i wzdęcia, no i mdłości, ale na szczęście ani razu nie wymiotowałam. Mam nadzieję, że tak już zostanie.
Niestety przyłapałam zapalenie pęcherza i nie mogę brać żadnych leków, oprócz żurawiny. Ale dla takiej fasolki damy radę. Ja chcę już ciepło. Nie bardzo mogę wychodzić na dwór, mimo, że ubieram się ciepło, to już trzeci raz w ciągu 3 tygodni wyskoczyła mi opryszczka na ustach i w nosie :( Muszę teraz bardzo uważać, żeby nie przeniosła się tam na dół, bo ... aż boję się o tym myśleć, lekarz powiedział, że dzidziuś by tego nie wytrzymał :( Oczywiście zarażam tym D. któremu właśnie kończy się opryszczka na ustach, ami zaczyna :( Już nie wiem, co mam z tym zrobić :(
Czekam z niecierpliwością, aż minie ten okres 3 miesięcy, może wtedy będę trochę spokojniejsza.
Teraz siedzę w domu i się denerwuję, bo a t tu mnie zakłuje, a to tu zaboli. Jak mam odróżnić bóle, które są związane z rozwojem ciąży, a które są te złe ?

czwartek, 3 stycznia 2013

35

Święta, święta i po świętach. Dużo się działo. May już Nowy Rok. Miejmy nadzieję, że będzie dużo lepszy od poprzedniego :) Na gwiazdkę dostaliśmy wspaniały prezent, jesteśmy w ciąży :) Na moje oko to jakiś 5 tydzień, ale w poniedziałek idziemy do lekarza, to się wszystkiego dowiemy.
Życzę wszystkim wszystkiego co najlepsze w tym Nowym Roku.