U nas wiele zmian związanych oczywiście z synkiem. Już miesiąc temu skończył roczek i rozwija się w zaskakującym tempie :) Jest kochany, śmieszek, ale za to wymagający i niecierpliwy. Do pojawienia się drugiego synka jest już bliżej niż dalej. Wszystko z nami ok. Teraz mamy remonty w mieszkaniu, a dokładnie łazience. Administracja wymienia rury i kanalizację. Jednym słowem brud, kurz i brak wody. Jakoś sobie poradziliśmy z synkiem. Jestem z niego bardzo dumna. Nawet młot pneumatyczny nie psuł mojemu synkowi nastroju i nawet przy nim zasypiał :) A jak tylko Panowie coś robili, to synek prowadził pełną kontrolę, najfajniej było jak coś hałasowało. Naprawdę mam najkochańszego synka, który jak już teraz wiem, wytrzyma wszystko i jest w stanie przyzwyczaić się do wielu rzeczy i warunków.
Mówią, że druga ciąża jest inna niż pierwsza i rzeczywiście mają rację. Może dzieje się tak dlatego, że na świecie jest już jeden szkrab, którym trzeba się zajmować. Ogólnie czuję się dobrze, tylko jak się nadźwigam synka, to mnie brzuch pobolewa. Są też dni strachu, bo albo maluch się nie rusza, albo rusza się za mocno, ale wszystko mija. Staram się nie panikować i jak do tej pory na dobre nam to wychodzi. Mam też różne apetyty ( czego w pierwszej ciąży nie miałam ) i potrafię zjeść na śniadanie jedną kanapkę z czekoladą i przegryźć kanapką z wędliną albo serkiem.
Smutno mi też z powodu zachowania teściów, nie w stosunku do mnie, ale do moich chłopaków. Mąż bardzo przeżywa niektóre sytuacje, a synek nie rozpoznaje dziadków. Przed wizytami u nich ( bardzo rzadkimi ) albo u nas ( w tym roku teściowa była może 2 razy, teść trochę więcej, ale nie dlatego, że chciał, ale musiał, a jest codziennie w naszym mieście ) muszę synkowi pokazywać na zdjęciach dziadków i tłumaczyć kto jest kto. Bo nie raz już usłyszałam, co ja mu wmawiam i robię, że własnych dziadków nie poznaje, albo buzi im nie chce dać. Jakoś do moich rodziców od razu wyciąga ręce i już może mnie i męża nie być. No ale jak się tak często wnukiem interesuje, to się tak ma, ale jak za wszystko, za to też jestem winna ja. Mam już dość wysłuchiwania jak to oni mają źle i niedobrze. My za to według nich chyba śpimy na kasie i nie mamy żadnych problemów i kłopotów. Ja po prostu nie lubię opowiadać wszystkim dookoła o naszych problemach. Mamy siebie i rozwiązujemy je razem. Jak potrzebujemy rady, to wtedy zwracamy się do moich rodziców, bo wiemy, że zawsze możemy liczyć na pomoc i nikt nam niczego nie wypomni przy najbliższej okazji. Nie twierdzę, że są idealni, ale się bardzo starają. Zaprosiliśmy rodzinę męża na roczek synusia, a oni chyba za karę tu przyjechali. Teściowa stwierdziła, że " skoro chcieliście, to już przyjechałam ". Teść stwierdził na koniec z wyrzutem, że zgagi dostał. A bratowa w ciąży wysłała swojego męża do sklepu, bo były wszystkie napoje oprócz tego co ona chciała. A i tak przespała pół imprezy. Wiecie jak ja się czułam po tym roczku. Powiedziałam, że nigdy więcej nie będę zapraszała, a właściwie chyba zmuszała do przyjazdu, jeśli im tak tutaj źle i niedobrze. Ja też nie zamierzam jeździć, bo ostatnio też był problem, że przyjechaliśmy i obiad trzeba było zrobić. I oczywiście jeśli proszę, żeby nie dawać mojemu synkowi czegoś do jedzenia, to nie dla mojego widzimisię, ale dla jego dobra. Ale oczywiście nikt tam nie zwraca na to uwagi i tak daje te rzeczy. Już nie mam siły czasami, a jak mamy tam jechać, to stresuje się i denerwuję już tydzień wcześniej. Mąż niby też nie chce jeździć, ale jak tylko już tam jesteśmy, to mamusi się nie sprzeciwi i czasami wydaje mi się, że gdyby miał wybierać między nami a swoją mamą, to wybrałby mamę. Weźmy nawet przykład ostatni z dawaniem synkowi jeść. Prosiłam, żeby nie dawać mu kapuśniaku, bo jeszcze nie je takich rzeczy. Teściowa i tak dała, a mój mąż nawet słówkiem się nie odezwał. Dobrze, ze synek nie cierpiał po tym, bo dużo go nie chciał zjeść. Dlatego może nie lubię tam jeździć, bo mój mąż zmienia się o 180 stopni i nie zwraca uwagi na dobro naszego synka. Czasami nie interesuje się nami kilka godzin. Moglibyśmy sobie wyjechać, a on i tak by nie zauważył. Aż się boję jak to będzie, jak się dzidziuś urodzi. Ogólnie nie mogę mojemu mężowi nic zarzucić, bo jak tylko nie jesteśmy tam, to jest najcudowniejszym człowiekiem na świecie. Nawet się dziwię, że udało mi się jeszcze takiego fajnego znaleźć i nie zamieniłabym go na żadnego innego. Ma oczywiście swoje wady, ale to jak każdy. No i to, że wytrzymuje ze mną, to szacunek wielki :) bo łatwo ze mną biedny nie ma. Kocham tych moich chłopaków najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez nich :*
piątek, 26 września 2014
piątek, 1 sierpnia 2014
73
I jednak będzie chłopczyk :) Wszystko jest ok i ze mną i z dzidziusiem. Kolejna wizyta 25 sierpnia :) Jestem bardzo szczęśliwa, że wszystko jak do tej pory idzie dobrze :)
wtorek, 29 lipca 2014
72
w piątek następna wizyta. Już nie mogę się doczekać jak zobaczę tego mojego maleńkiego szkraba :) Za to nasz duży szkrab już sobie wszędzie chodzi sam na nóżkach. Za miesiąc skończy już roczek :) Jak ten czas szybko leci. Mógłby trochę zwolnić i niektóre chwile mogłyby trwać o wiele dłużej :) Na szczęście mój mąż będzie miał urlop w ostatnim tygodniu sierpnia, już nie możemy się doczekać :) A mi 25 sierpnia kończy się urlop macierzyński, a zacznie zwolnienie. Pewnie już mnie nie przyjmą do pracy po tak długiej nieobecności, chociaż wciąż mam nadzieję. Przyzwyczaiłam się i polubiłam tą pracę.
wtorek, 8 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
70
Jutro wizyta u lekarza, badania prenatalne, strasznie się boję :( Mam nadzieję, że mój mąż zdąży dojechać i pójdzie tam razem ze mną.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
69
Jak na razie wszystko jest oki i czuję się dobrze :) W piątek idę na badania prenatalne i strasznie się denerwuję, czy wszystko jest dobrze z dzidziusiem. Z pierwszą ciążą było zupełnie inaczej, uważałam na siebie bardzo, dużo odpoczywałam i jakoś tak byłam bardziej pewna, ze wszystko było dobrze. Teraz mam dzidzię, którą trzeba jeszcze na rękach nosić, a zakupy też trzeba przecież robić. Nie udało mi się jeszcze małego całkowicie od piersi odstawić i w nocy przytula się do cyca. Na szczęście w dzień już nawet o tym nie myśli, no i mamy od tamtego tygodnia kolejny sukces i synek zasypia już bez cyca. Dostaje butelkę mleka przed snem i zasypia, ale mama obok musi jeszcze być.Mój synek jak śpi , to często trzyma nóżki na moim brzuchu i boję się, żeby przypadkiem kiedyś za mocno nie kopnął. To wszystko i wiele innych rzeczy powoduje, że boję się o moje drugie maleństwo. Oby do piątku i wszystko się nam wyjaśni. Na szczęście jak do tej pory nie miałam żadnych bóli, czy plamień, więc mam nadzieję, że będzie ok. A już minął nam 12 tydzień, więc ryzyko się zmniejszyło.
środa, 11 czerwca 2014
68
no i doczekaliśmy się ... jestem w ciąży :) Teraz jest to 10 tydzień. Jak za pierwszym razem tylko bym spała, ale nie mogę. Chociaż przyznam się, że jedną drzemkę dziennie czasami uda mi się zaliczyć razem z synkiem. Niestety rzadko to się zdarza. Ale dajemy radę :)
piątek, 18 kwietnia 2014
wtorek, 8 kwietnia 2014
66
I tata pojechał. Pierwszy tydzień zostaliśmy sami w domu. Pierwsza kąpiel minęła nam super. Bardzo smutno bez męża :( Pierwsze dni jak wyjechał, to byliśmy u moich rodziców, więc nie było źle. A teraz jest :(
piątek, 28 marca 2014
65
Jeju, jak dawno mnie tu nie byłam. Mam teraz dosłownie 5 minut, więc postanowiłam coś napisać. Ogólnie jest ok. Dzidzia rośnie jak na drożdżach, raczkuje i już zaczyna wstawać przy niewielkiej pomocy. Jest tylko bardzo zajmujący i potrzebuje ciągłej uwagi, dlatego nie mam czasu na nic. Teraz mieliśmy tatę w domu dwa tygodnie i dziecko jest już w pełni szczęścia, bo ma rodziców cały czas przy sobie. Niestety mój mąż musiał zmienić pracę i będzie teraz znikał z domu na cały tydzień, na szczęście weekendy wolne i podobno jak już się zadomowi, to nawet kilka razy w tygodniu też na kilka godzin będzie zaglądał do domku. Trochę się denerwuję jak sobie dam bez niego radę. Co prawda teraz też mało co był w domu, ale zawsze na noc wracał i chociaż tą godzinkę czy dwie był z małym. Niestety dzidzia, jak tylko tata znika z pola widzenia na dłużej, to siedzi od drzwiami i czeka. A jak się już zabawi, to co jakiś czas i tak patrzy na drzwi i gada coś po swojemu. Jeszcze teraz jak jest z nami całe dnie i noce, to będzie jeszcze większa masakra. Zresztą tata też się bardzo przejmuje i nie wie jak sobie da radę. Zobaczymy jak to będzie. Na szczęście mam siostrę, która i tak codziennie do nas zagląda. Poza tym zawsze mogę jechać do rodziców. Damy radę, musimy. Al i tak jak zwykle przepłaczę cały dzień :( A im dłużej go nie będzie tym będzie mi gorzej.
piątek, 7 marca 2014
64
Wciąż nie mogę uwierzyć. Już 6 miesięcy jak karmię piersią i z tego powodu jestem na odpowiedniej diecie. Wprowadzam sobie co trochę nowe rzeczy, ale są to raczej owoce i warzywa na początek. Natomiast moja teściowa jak zwykle nie wie, co mogę jeść a co nie. Pomijam to, że mówiłam jej to za każdym razem jak u nich jesteśmy, bo sama się o to pyta. Ale wczoraj po raz pierwszy zadzwoniła i się zapytała, co ma mi zrobić na obiad, co mogę zjeść ( bo jedziemy do nich w niedzielę ). Jestem w szoku. Pewnie ostatnio głupio się poczuła, jak jadłam na obiad tylko ziemniaki i buraczki i wyjechałam głodna. Moje gadanie, że jem tylko mięso z kurczaka i indyka, kończy się " a robię schab zawijany w sosie, tylko trochę smażony, a później duszony, możesz ?" albo " a jak zrobię karkóweczkę, to zjesz ". I po co ja mam się produkować. Następnym razem powiem, że sama sobie zrobię jeść i przywiozę. Tak mnie to denerwuje. Nie o to chodzi, że nie wie, co mogę jeść, bo nie każdy to musi wiedzieć. Wystarczy, że ja wiem. Ale wkurza mnie to, ze ja powiem, co mogę, a za sekundę jest mowa o zupełnie innym jedzeniu i zdziwienie, że tego nie zjem.
Dosyć o tym.
Nasz Kubuś ma już ponad 6 miesięcy i każdego dnia zaskakuje nas czymś nowym. Jest kochanym urwisem. Potrzebuje całodobowej uwagi i jest tak ruchliwy, że szok. My jesteśmy raczej spokojni, a synek nie wiadomo za kim się wrodził :):):) Nie mogliśmy sobie wymarzyć kochańszego synka :)
Dosyć o tym.
Nasz Kubuś ma już ponad 6 miesięcy i każdego dnia zaskakuje nas czymś nowym. Jest kochanym urwisem. Potrzebuje całodobowej uwagi i jest tak ruchliwy, że szok. My jesteśmy raczej spokojni, a synek nie wiadomo za kim się wrodził :):):) Nie mogliśmy sobie wymarzyć kochańszego synka :)
czwartek, 6 marca 2014
63
Zostałam nominowana do zabawy przez Dorotę. Dziękuję :) Pytania na pierwszy rzut oka wydają się trudne, ale zobaczymy :) No to zaczynamy :) Zabierałam się do nich już tyle razy i zawsze Kubuś się budził zanim się zdążyłam zastanowić. Dziś mi się udało :)
1. Córeczka tatusia - córeczka mamusi.
Myślę, że córeczka tatusia. Przynajmniej z mojej strony. Jak byłam mała, to zawsze mówiłam, że podobna jestem tylko do taty, jak ktoś twierdził inaczej, to się obrażałam. Teraz jak tata ma problem, chce pogadać, dzwoni do mnie.
2. Ulubione ciasto?
Zdecydowanie na pierwszym miejscu jest robiona przez moją mamę rolada z bitą śmietaną i galaretką. Mogę ją nawet jeść jak karmię piersią. Wcześniej był to sernik.
Zdecydowanie na pierwszym miejscu jest robiona przez moją mamę rolada z bitą śmietaną i galaretką. Mogę ją nawet jeść jak karmię piersią. Wcześniej był to sernik.
3. Najlepsze doświadczenie życiowe?
Myślę, że była to ciąża i urodzenie Kubusia. Wtedy zrozumiałam wiele rzeczy. Co i kto tak naprawdę jest w życiu ważne. Wtedy człowiek poznaje prawdziwie życzliwych mu ludzi. Widzi kto udaje, a kto naprawdę jest przyjacielem. Wie już na kogo może liczyć. Widać wtedy zazdrosnych i nieprzychylnych ludzi.
Myślę, że była to ciąża i urodzenie Kubusia. Wtedy zrozumiałam wiele rzeczy. Co i kto tak naprawdę jest w życiu ważne. Wtedy człowiek poznaje prawdziwie życzliwych mu ludzi. Widzi kto udaje, a kto naprawdę jest przyjacielem. Wie już na kogo może liczyć. Widać wtedy zazdrosnych i nieprzychylnych ludzi.
4. Szklanka do połowy pełna - szklanka do połowy pusta
Zdecydowanie szklanka do połowy pełna. Zawsze wolę widzieć pozytywy :)
Zdecydowanie szklanka do połowy pełna. Zawsze wolę widzieć pozytywy :)
5. Cytat, który jest Twoim nr 1.
" ocean czasu - chcemy czy nie - zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy "
" ocean czasu - chcemy czy nie - zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy "
6. Pierwsza miłość.
Pierwszą prawdziwą miłością był i jest mój mąż. Wcześniej były tylko zauroczenia.
Pierwszą prawdziwą miłością był i jest mój mąż. Wcześniej były tylko zauroczenia.
7. Ulubiony program rozrywkowy.
Nie wiem, czy tak do końca jest to program rozrywkowy, ale codziennie oglądam "Rozmowy w toku ".
Nie wiem, czy tak do końca jest to program rozrywkowy, ale codziennie oglądam "Rozmowy w toku ".
8. Nauki ścisłe czy humanistyczne?
Hmmm...trudne pytanie. Z jednej strony lubię mieć wszystko poukładane i poplanowane. Lubię konkrety, więc nauki ścisłe, ale zawsze byłam lepsza w szkole z nauk humanistycznych.
Hmmm...trudne pytanie. Z jednej strony lubię mieć wszystko poukładane i poplanowane. Lubię konkrety, więc nauki ścisłe, ale zawsze byłam lepsza w szkole z nauk humanistycznych.
9. Najlepsza przygoda nocą?
Oj było ich wiele ;) Te najlepsze zawsze wiążą się z morzem i plażą. Z mężem oczywiście :)
Oj było ich wiele ;) Te najlepsze zawsze wiążą się z morzem i plażą. Z mężem oczywiście :)
10. Książka, której nie zapomnisz.
"Cień wiatru" – powieść autorstwa Carlosa Ruiza Zafóna. Dostałam tą książkę od Ani w prezencie i tak ją polubiłam i tak mi się spodobała, że czytam ją raz na jakiś czas. Mam też pozostałe książki tego autora, które cenie tak samo, ale ta była pierwsza.
Nominuję tylko jedną osobę. Agula zapraszam :) Zagadnienia dla Ciebie:
1. Twoja największa zaleta to...
2. Najfajniejsza przygoda w górach.
3. Co najbardziej lubisz robić jak masz chwilę dla siebie.
4. Ulubiona potrawa.
5. Najlepsza rzecz jaka Cię spotkała w życiu.
6. Niezapomniany dzień.
7. Wymarzona rzecz.
8. Zawsze chciałam być...
9. Najbardziej lubię spędzać czas z ...
10. Gdybyś miała przeżyć swoje życie jeszcze raz, jaką jedną rzecz byś zmieniła.
"Cień wiatru" – powieść autorstwa Carlosa Ruiza Zafóna. Dostałam tą książkę od Ani w prezencie i tak ją polubiłam i tak mi się spodobała, że czytam ją raz na jakiś czas. Mam też pozostałe książki tego autora, które cenie tak samo, ale ta była pierwsza.
Nominuję tylko jedną osobę. Agula zapraszam :) Zagadnienia dla Ciebie:
1. Twoja największa zaleta to...
2. Najfajniejsza przygoda w górach.
3. Co najbardziej lubisz robić jak masz chwilę dla siebie.
4. Ulubiona potrawa.
5. Najlepsza rzecz jaka Cię spotkała w życiu.
6. Niezapomniany dzień.
7. Wymarzona rzecz.
8. Zawsze chciałam być...
9. Najbardziej lubię spędzać czas z ...
10. Gdybyś miała przeżyć swoje życie jeszcze raz, jaką jedną rzecz byś zmieniła.
piątek, 21 lutego 2014
62
Od 3 dni mój synek jest strasznie marudny. Nie mogę go odstąpić nawet
krok, bo strasznie płacze. Przesypia całe noce, w dzień też śpi, więc
chory chyba nie jest ani nic go nie boli... oprócz dziąseł, ja i mój mąż
myślimy, że to ząbki. Mam nadzieję, że to tylko to. Ale jak się nic nie
poprawi do przyszłego tygodnia i nie będzie ząbka, to pójdę z nim do
lekarza. Pewnie to zbieg okoliczności, ale zaczęło się od wizyty teściów.
czwartek, 20 lutego 2014
61
We wtorek teściowie zaszczycili nas swoją obecnością. Teściowa była u lekarza i przy okazji zajrzeli. Ostatni raz widzieli Kubusia jak my u nich byliśmy. Ale oczywiście " ukochany mój wnuczuś " itp. Pomijam to, że teść jest w naszym mieście codziennie i może zawsze przyjechać. Nie powiem, że bym chciała. Dla mnie im mniej kontaktów tym lepiej. Ale ich miny bezcenne jak zobaczyli, że młody potrafi już sam siedzieć ( trzeba go asekurować oczywiście, ale siedzi już od jakiś 2 czy 3 tygodni ). Teściowa krzyczy do mnie " zobacz zobacz on już sam siedzi, rób sobie zdjęcia ". Uśmiałam się i mówię, że już dawno sam siedzi i mam zdjęcia, a ona w szoku, że na nk nie zamieściłam, bo mogliby zobaczyć. Oczywiście jak co wizyta, narobili mu zdjęć. Śmiałam się do mojej mamy, ze też powinni sobie zdjęcia wnuka robić co wizyta. Oczywiście wizyta minęła na opowiadaniu co tam u nich. Nawet nie zapytali jak sobie radzimy, czy nie potrzebujemy jakiejkolwiek pomocy. Nie mówię tu o finansowej, bo tej bym od nich nie chciała, a oni tylko o takiej zawsze mówią. Jak będzie potrzeba mam swoich rodziców, przynajmniej oni mi nigdy tego nie wypomną. To tylko teściowie i ich pozostałe dzieci mają problemy i jest im ciężko, nam nie może. Czasami mam ochotę im powiedzieć, że ludzie mają gorsze problemy, ale ryzę się w język i słucham. Wczoraj był mój tata i przynajmniej mogłam sobie coś w domu porobić. Zajął się młodym a ja ogarnęłam mieszkanie, uszykowałam obiady dla mnie i męża, pranie zrobiłam, naczynia pomyłam. I to dla mnie jest ogroooomna pomoc. Tatuś był może 2 godziny. Biedny, tak go Kubuś wymęczył, że masakra. Bo wczoraj synuś miał zły dzień i trzeba się było nieźle nagimnastykować, żeby go czymś zająć. Kończę, bo mi się dzidzi obudziło :)
poniedziałek, 17 lutego 2014
60
ostatnio wszystko się sypie, chodzi tu oczywiście o mnie :( Na początek posypał mi się kręgosłup ( koszt 100 zł ). Potem dostałam jakiegoś krwawienie z dróg rodnych ( 200 zł ), okazało się, że mam jakiś stan zapalny i nadżerkę oczywiście. To krwawienie to takie poronne jest ( taka pseudo miesiączka jak to lekarz powiedział ). Leczyć to można pod warunkiem, że zrezygnuję z karmienia piersią, albo jak już skończę. Wybrałam to drugie wyjście. Na szczęście można tak zrobić, tylko będę miała takie krwawienia i będzie bolało tam w środku. Wytrzymam, wolę karmić piersią. A wczoraj jak na złość wypadła mi plomba z zęba i muszę się zgłosić do dentysty ( ok 100-150 zł ). Już nie mam pojęcia skąd na to brać i gdyby to wszystko się rozłożyło, to ok, ale nie, w jednym miesiącu musiało się wydarzyć. I to wtedy, kiedy mąż dużo mniejszą wypłatę. Dobrze, że chociaż nasz króliczek jest zdrowy i rośnie :) No to się wyżaliłam trochę i lecę, bo się Kubulek obudził i głodny jest :)
środa, 29 stycznia 2014
59
Wizyta minęła, oczywiście było jak zawsze. Wróciłam w nie najlepszym nastroj, ale jakoś dałam radę. Chociaż oczywiście migrena cały weekend mnie nie opuszczała. Kilka sytuacji opiszę, żebyście mieli pogląd na wizytę. Mały nigdy nie był w pokoju, w którym mieliśmy spać, więc już w piątek zapowiedziałam mężowi, że jak dojedziemy, to jak najwięcej czasu będzie Kubuś musiał tam spędzić, żeby nie płakał nam w nocy. Mąż się zgodził i tak też zrobiliśmy. Na co teść przychodzi i mówi, żebyśmy na dół zeszli do nich. Ja, ze mogą przyjść tu, bo mały musi się przyzwyczaić do pokoju. Na co teść, że mają wódkę i chcieliby się napić z moim mężem. Ja nie mam nic przeciwko i mówię, że on może zejść, a ja zostanę. Teść jednak stwierdził " no jak to, to tak nie wypada ". A a do niego, że nie robię to co wypada, tylko to co jest najlepsze dla mojego dziecka. Mina bezcenna. Synuś ma już 5 miesięcy, ale niestety nie chce niczego jeść i pić poza moim mlekiem i to tylko z cyca. Oczywiście już od ponad miesiące daję mu posmakować różne rzeczy ze słoiczków i robię czasami sama, ale nic nie skutkuje. Nie poddajemy się jednak w walce :) Nie chcemy mu jednak podawać jeszcze jedzenia "dla dorosłych", bo jest doprawione i tym bardziej nie będzie chciał potem jeść jedzonka dla niego. Niestety nie wszyscy w rodzinie mojego męża to rozumieją. Teść chciał go nakarmić rosołem dużą metalową łyżką. Wujek dał mu do polizania kiełbasę z bigosu, bo jakieś tam dziecko jak miało 4 miesiące, to czarninę już jadło. Normalnie nóż w kieszeni mi się otwierał. Ja rozumiem dać mu jakiś owoc do posmakowania, chlebek do possania, ok. Też mu daję jabłuszko do rączki czy chlebek. Ale becz przesady. Teściowa za bardzo na mnie uwagi nie zwracała, więc ok. Była też mała chrześniaczka mojego męża, która jak zawsze na krok mnie nie odstępowała. Bardzo ją kocham i lubię. Pomagała mi też zabawiać Kubusia :) Stwierdzam, ze teściowie chcieliby robić wszystko po swojemu, tak jak robią to z innymi wnukami. Ja twierdzę, ze dzieci powinni wychowywać rodzice i robienie wszystkiego na odwrót przez nich w niczym im nie pomoże w naszym przypadku. I tak minął weekend, dobrze, że wróciliśmy już do domku. Następny weekend by super, bo w niedzielę przyjechała moja przyjaciółka z mężem i córeczką. A w piątek i sobotę byliśmy u moich rodziców i było mnóstwo rodziny, który chciała poznać w końcu Kubusia. Troszkę później marudził, bo za dużo ludzi, ale już jest dobrze, doszliśmy do siebie :)
piątek, 10 stycznia 2014
58
Drążył i drążył skąd mój zły humor. Nie chciałam mu sprawiać przykrości i powiedziałam, że po prostu zły nastrój mam :( Chciałabym mu umieć to powiedzieć tak, żeby go nie zranić, ale chyba się nie da :( No cóż będę dalej cierpiała z tego powodu. I tak źle i tak nie dobrze, ale wole, żeby mąż był szczęśliwy.
czwartek, 9 stycznia 2014
57
Święta, święta i po świętach. Wcale ich nie czułam, a to z braku śniegu :( Chociaż trochę mogło poprószyć. Ogólnie było ok. U teściów byliśmy tylko na wigilii. Wieczorem pojechaliśmy do moich rodziców i wróciliśmy po sylwestrze na jeden dzień, bo mąż do pracy musiał. Ale już w piątek byliśmy z powrotem u rodziców. W niedzielę wróciliśmy, żeby chociaż poniedziałek spędzić tylko we trójkę. Mój synuś został tak rozpieszczony, że do tej pory trudno mu się przyzwyczaić, że tylko z mamą jest :) Zresztą mi też jest ciężko, bo nie daje mi nic zrobić. W następny weekend mamy jechać do teściów na noc. Mąż mnie poprosił i co miałam zrobić, zgodziłam się. Chociaż w Sylwestra jak zwykle jego kochana rodzina popsuła mu humor i biedny całą noc był bardzo smutny. Sama go namówiłam, żeby do nich w końcu zadzwonił po tygodniu, chociaż nie chciał. No i mam. Znów są cudowni i wspaniali i jechać mu się do nich chce. Nigdy tego nie zrozumiem. A ja już na ponad tydzień wcześniej mam zły humor i na męża przez to patrzeć nie mogę. Co ja na to poradzę, starałam się, ale nie daje rady. Zresztą jedyną osobom, która tam ze mną normalnie rozmawia, jest brat mojego męża. Reszta i tak mnie nie lubi i nigdy nie będzie inaczej. No cóż, muszę przeżyć jakoś te dwa dni. Tylko biedny mąż będzie musiał znosić do tej pory mój zły nastrój.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)